Tydzień 17
2008-04-21 Poniedziałek
Gazeta Wyborcza: Gdynia rozpycha się na Bałtyku
Mikołaj Chrzan, Gdańsk 2008-04-20, ostatnia aktualizacja 2008-04-20 19:07
Polskie porty ścigały się do niedawna w przeładunkach paliwa, rudy i węgla. Dzisiaj liczą się kontenery. W zeszłym roku Gdynia stała się trzecim portem kontenerowym na Bałtyku. Gdyby na kontenerowiec "Emma Maersk" załadowano tylko pojemniki z bananami, to na pokładzie zmieściłoby się 528 mln owoców - jeden rejs wystarczyłby, by każdemu mieszkańcowi Polski przywieźć 14 bananów. Gdyby statek zapakować do pełna monitorami LCD, pomieściłoby się ich 10 mln sztuk, niemal po jednym dla każdej rodziny w Polsce. Zwodowana w 2006 r. "Emma" to największy statek do przewozu kontenerów na świecie. Ma 397 metrów długości, pływa z prędkością niemal 50 km/godz. i jednorazowo zabiera 11 tys. kontenerów.
10 kwietnia o godz. 21.20 gigant wypłynął z Bremerhaven w Niemczech, 6 maja o godz. 12 zacumuje w Szanghaju. I tak na okrągło: Europa - Chiny, Chiny - Europa, z punktualnością, której mogliby pozazdrościć pasażerowie polskich kolei.
Takie olbrzymy do naszych portów jeszcze nie wchodzą. Wyładowują przywożone z Azji kontenery w największych portach Europy: Rotterdamie, Bremerhaven lub Hamburgu, a stamtąd mniejsze statki rozwożą ładunki do innych portów, m.in. tych nad Morzem Bałtyckim.
I choć nad Bałtykiem numerem jeden jest Sankt Petersburg (1,7 mln kontenerów), numerem dwa Göteborg w Szwecji (800 tys. kontenerów), to w 2007 r. na trzecie miejsce, po raz pierwszy w historii, awansowała Gdynia.
- Przeładowaliśmy 614 tys. kontenerów, to ponad 30 proc. więcej niż rok wcześniej. Dzięki temu wyprzedziliśmy największy fiński port w Kotce - chwali się Przemysław Marchlewicz, prezes Zarządu Morskiego Portu Gdynia.
Kontenerów przybyło w zeszłym roku także w pozostałych polskich terminalach: Gdańsku (95 tys.), Szczecinie (50 tys.) i Świnoujściu (6 tys.).
- Liczba kontenerów na Bałtyku wzrosła w ubiegłym roku o 17 proc., a w polskich portach - aż o 32 proc. - informuje dr Maciej Matczak z gdyńskiej firmy konsultingowej Actia Consulting.
Powody? - Rozwój gospodarczy i wzrost popytu wewnętrznego - uważa Marchlewicz. - Coraz więcej kupujemy, to wymaga sprowadzania coraz większej liczby towarów, a duża część z nich produkowana jest z Azji. Jeśli chodzi o koszty transportu, to przewóz ładunków drogą morską w kontenerach jest bezkonkurencyjny.
Ale są także ograniczenia w rozwoju rynku. - Hamuje nas słaba infrastruktura. Dopóki nie będzie autostrady A1 z Trójmiasta do granicy z Czechami, to często towar łatwiej dowieźć tirem z Hamburga niż Trójmiasta - mówi prezes gdyńskiego portu. - Ponadto ustawa o VAT jest tak skonstruowana, że firmy często wolą clić towary w Niemczech niż w Polsce. Może w końcu uda się to zmienić? Mimo to specjaliści nie mają wątpliwości - czeka nas kolejny rok wzrostów. - Obecnie najbardziej rozwojowe sektory na Bałtyku to przewozy pasażerów, no i właśnie kontenery - uważa Marian Świtek, do niedawna wiceprezes Zarządu Morskiego Portu Gdańsk.
- W 2008 r. może nie będzie to wzrost o 30 proc., ale o wynik na poziomie 15-20 proc. jestem zupełnie spokojny - mówi Marchlewicz. Więcej kontenerów to także coraz większe pływające po Bałtyku statki. Według raportu Actia Consulting w ubiegłym roku średnia pojemność bałtyckich kontenerowców wzrosła o 16 proc.
Niektórzy uważają, że już za parę lat do Polski przypływać będą statki wielkości "Emmy". Na takim założeniu swoją inwestycję w gdańskim porcie oparła grupa menedżerów z Wielkiej Brytanii. W miejscu, gdzie wcześniej była plaża, usypali 40-hektarowy, wychodzący w morze półwysep (koszty - ok. 200 mln euro). Deepwater Container Terminal Gdańsk ruszył pod koniec ubiegłego roku, już teraz mogą w nim cumować statki o zanurzeniu 16,5 metra (tyle wystarczy nawet dla "Emmy").
Gdynia, która do tej pory nie mogła obsługiwać statków o zanurzeniu większym niż 11,5 metra, nie chce zostać w tyle. - W tym roku rozpoczęliśmy pogłębianie kanału portowego do 13,5 metra - przyznaje Marchlewicz.
Ale szybki rozwój rynku prowadzi czasem do kłopotów. Doświadczył ich ostatnio Baltic Container Terminal w Gdyni - najstarszy i największy w Polsce. Kiedy firma ogłosiła informację o znakomitych wynikach za 2007 r., załoga zażądała podwyżek. Zarząd chciał dać 119 zł, związkowcy domagali się 400 zł. Pod koniec marca rozpoczął się strajk.
Terminal stanął, wywołując chaos wśród firm żeglugowych i spedytorów. Porozumienie osiągnięto dopiero po 13 dniach. Nieoficjalnie wiadomo, że związkowcy wywalczyli ok. 300 zł podwyżki.
Kurier Szczeciński: 20 lat temu zatonąl „Athenian Venture". Tragedia powraca
Tamtej nocy sztormowe wody północnego Atlantyku zatrzęsły się od potężnej eksplozji. Na dwie części łamał się tankowiec, a w nim ginęli ludzie. Było to 20 lat temu i dziś mało kto pamięta o tragedii, która pochłonęła życie 29 polskich obywateli. „Athenian Venture” bandery cypryjskiej płynął wtedy z Amsterdamu do Nowego Jorku. W zbiornikach miał ponad 10 tysięcy galonów benzyny bezołowiowej.
Jego grecki właściciel odkupił ten statek od Polskiej Żeglugi Morskiej. We flocie szczecińskiej kompanii jednostka nosiła nazwę „Karkonosze”. Tankowiec zbudowano dla PŻM w latach 70., gdy polskim władzom zamarzyło się przynajmniej częściowe uniezależnienie od sowieckiej ropy. W tym celu postanowiły zbudować flotę zbiornikowców, które dostarczałyby surowiec z innych źródeł. I tak w szwedzkiej stoczni AB Oskarshamns Varv zamówiono trzy zbiornikowce po 31 tys. dwt każdy: „Pieniny II”, „Tatry” oraz „Karkonosze”.
„30-tysięczniki zbudowane zostały z konieczności" - czytamy w opracowaniu na 50-lecie PŻM. Miały bowiem odbierać część ropy od wielkich peżetemowskich tankowców, które w ten sposób łatwiej przechodziłyby Bałtyk przez Cieśniny Duńskie. Dla całkowicie załadowanych 140-tysięczników Wielki Bełt był bowiem za płytki.
„Karkonosze” przekazano do eksploatacji w 1975 r. Jednak kryzys energetyczny w kolejnych latach i wzrost cen ropy spowodowały, że przedsięwzięcie okazało się nieopłacalne, a statki stały się niepotrzebne. Prasa jednak spekulowała, że armator pozbył się zaledwie kilkuletniego statku, bo od początku miał z nim problemy.
W 1983 r. „Karkonosze” kupiła polsko-grecka spółka Patron Marine Co. i przemianował statek na „Athenian Venture”. Właścicielem był Xsenofont Minos Kyriakou, Grek osiadły po wojnie w Polsce. Zbiornikowcem administrowała powiązana spółka - Athenian Tankers.
W nocy z 21 na 22 kwietnia 1988 roku „Athenian Venture" płynął ze zbiornikami pełnymi benzyny z Amsterdamu do Nowego Jorku. Na pokładzie była 24-osobowa polska załoga oraz pięć żon marynarzy jako pasażerki. Do katastrofy doszło 600 mil morskich od kanadyjskiego Halifaksu. Nie wiadomo, czy statek najpierw się przełamał, czy nastąpiło to dopiero po eksplozji.
Pierwsza na miejsce katastrofy przybyła jednostka naukowo-badawcza „Hudson”, którą dowodził kpt. Loran Strum. Prowadziła na Atlantyku badania, kiedy podczas nocnej wachty drugi oficer Dave Morse zameldował o błyskach światła na horyzoncie. „Statek zmienił kurs i popłynął prosto w kierunku łuny na niebie, która znajdowała się w odległości 64 km” - czytamy w tłumaczeniu z kanadyjskiej prasy z 2004 roku.
Kiedy "Hudson" przybył na miejsce, jego załoga ujrzała tankowiec w ogniu, przełamany na dwie części. W poszukiwaniu rozbitków statek zbliżył się do płonącego tankowca na niebezpieczną odległość, manewrując przez plamy ropy i płomienie. Ale nikogo nie napotkano. Potem inna jednostka znalazła częściowo zwęglone ciało jednego z marynarzy. Sam statek płoną jeszcze przez trzy tygodnie.
Sprawę zbadała też Maria Weber w „Przeglądzie Technicznym”. Jak czytamy, radiooficerowi z „Athenian Venture” udało się nadać sygnał May Day, ale bez podania pozycji statku i jego nazwy. Sygnał odebrano w centrum koordynacyjnym w Nowym Jorku. W efekcie w powietrze wystartowały trzy samoloty patrolowe. Do akcji zgłosiły się również polskie frachtowce „Stefan Starzyński” i „Generał Jasiński”.
Po oceanie osobno dryfowały części dziobowa i rufowa statku. Dziób jednak wkrótce zatonął. Rufą zainteresowały się dwa hiszpańskie trawlery rybackie, które wzięły ją na hol i skierowały się do Vigo w Hiszpanii. Niestety, gdy z portu wyszedł na spotkanie holownik, wrak zaczął tonąć i liny holownicze trzeba było odciąć. „W ten sposób zakończyła się skomplikowana sprawa z wrakiem i znajdującymi się na nim szczątkami nie zidentyfikowanych zwłok siedmiu marynarzy” - pisała wtedy jedna z krajowych gazet. Wcześniej jednak Hiszpanie nie zgodzili się wpuścić wraku na swoje wody terytorialne. Domagali się, aby eksperci Polskiego Rejestru Statków, armatora i specjaliści od identyfikacji zwłok, wykonali swoją pracę na morzu. Pojawiły się też hipotezy spiskowe, jakoby wrak zatonął za sprawą hiszpańskiego holownika, bo chciano się pozbyć dowodów.
Udało się jednak ocalić znaleziska z jego pokładu - brudnopis dziennika maszynowego oraz kilka rzeczy osobistych marynarzy. Z dziennika można było wywnioskować, że statek był w fatalnym stanie technicznym. Jak pisze M. Weber, trwały na nim „nieustające prace remontowe”. Brudnopis prowadzony był od 10 lutego do 31 marca 1988 r. „Roi się w nim od zapisów o pracach spawalniczych...”. „Czy można przypuszczać, iż w kwietniu było lepiej?” Autorka artykułu cytuje też fragmenty listu marynarzy do rodzin. „Koniec stycznia w sztormie. Pęka pokład, dziurki w burcie, gubimy ładunek”. W drugim liście: „Obecnie nasz statek doznał małego załamania na śródkokręciu i my nie wiemy, co się stanie”.
Do dziś w sferze spekulacji pozostało pytanie, czy tamtej nocy zbiornikowiec po prostu się złamał a potem doszło do eksplozji, czy kolejność była odwrotna. Dla załogi i pasażerów nie miało to jednak żadnego znaczenia, ich koszmar gwałtownie się zaczął i równie szybko zakończył.
Śledztwo w tej sprawie przeprowadziła administracja kraju bandery - Cypru. Ale szło ono jak po grudzie. Po latach prawdę o tragedii próbują poznać dzieci ofiar. Bo członkowie załogi „Athenian Venture” pozostawili 43 sieroty.
Paweł Pasławski stracił oboje rodziców: mamę Jadwigę i ojca Czesława. Gdy dowiedział się, że nie żyją, miał 8 lat. Dziś ten dorosły już człowiek chce poznać prawdę. Podobnie jak inni napisał do wielu instytucji, również do Ambasady RP w Nikozji. Ta wystosowała notę dyplomatyczną do Ministerstwa Spraw Zagranicznych Republiki Cypryjskiej oraz do tamtejszych ministerstw transportu i sprawiedliwości. Nasi dyplomaci poprosili o udzielenie informacji w sprawie postępowania wyjaśniającego dot. zatonięcia „Athenian Venture”. Taka odpowiedź napłynęła 31 marca br. Cypryjczycy poinformowali, że w 1993 roku przeprowadzili postępowanie sprawdzając, czy zatonięcie „nie było związane z wadami technicznymi statku”. Chcieli też uzyskać odpowiedź, co było przyczyną katastrofy. Według nich okazało się to jednak niemożliwe, bo „nikt z załogi nie przeżył i nie mógł złożyć zeznań”. Ponadto wrak statku, który zatonął, nie został później wydobyty lub zbadany. Z brudnopisu dziennika maszynowego wynikało jednak, że kadłub statku był uszkodzony przed katastrofą i załoga przeprowadzała naprawy. Uszkodzenia te nie zostały natomiast zgłoszone odpowiednim instytucjom. Brak informacji o tym, co spowodowało uszkodzenia, jakiego były rodzaju i w jaki sposób zostały naprawione. Według Cypryjczyków, z raportu wynika, że "najprawdopodobniej przyczyną katastrofy były złe warunki pogodowe (sztorm), które spowodowały przeciążenie i uszkodzenia kadłuba”. Potem statek się przełamał, wybuchł pożar, doszło do eksplozji. Raport ten jest jedynym dokumentem dotyczącym tej sprawy, przechowywanym w cypryjskim ministerstwie transportu.
Umarli zabrali tajemnicę ze sobą, żyjący nie chcieli mówić. Ze strachu? Zaraz po katastrofie urzędnicy polskiego Ministerstwa Transportu i Gospodarki Morskiej próbowali się skontaktować i zdobyć informacje od marynarzy, którzy wcześnie zeszli z „Athenian Venture”. Mało bowiem mieli dowodów. Oprócz brudnopisu dziennika, były nimi zdjęcia części rufowej wykonane przez hiszpańskich rybaków, listy dwóch ofiar, faktury za zamówioną blachę i zeznania czterech marynarzy, którzy zmustrowali na miesiąc przed zatonięciem. Ale urzędnikom niewiele udało się dowiedzieć nowego. Niektórzy marynarze byli już po rozmowach z ludźmi greckiego armatora. Zasłaniali się niepamięcią: „nie wiem", "nie pamiętam", "nie było mnie przy tym” - relacjonował dziennikarce "Przeglądu Technicznego". Później jednak, podczas zeznań w Izbie Morskiej w Gdyni, wnieśli trochę więcej informacji, choć próbowali bagatelizować listy nieżyjących marynarzy, ofiar „Athenian Venture”. Potwierdzali jednak liczne przecieki zbiorników i zaspawywanie ich łatami, co jest niedopuszczalne. Tylko jeden wskazał na fotografiach pęknięcie na rufie, które powstało już po jego zejściu ze statku. Czy pęknięty kadłub przyczynił się do tragedii?
Jutro, po 20 latach od zatonięcia zbiornikowca "Athenian Venture", pod pomnikiem "Tym, którzy nie powrócili z morza" na Cmentarzu Centralnym w Szczecinie rodziny oddadzą hołd ofiarom podczas uroczystego apelu. Przybędą ludzie, którzy przez te lata dorastali bez jednego lub dwojga rodziców. Będzie też Paweł Pasławski: - Zostałem wtedy z dwoma starszymi braćmi, którzy godnie mnie wychowywali i wykształcili. Nie pomagał nam nikt. Byliśmy zadłużeni, bez środków do życia. Po upływie blisko dwóch lat od katastrofy dostaliśmy niewielkie odszkodowanie - wspomina. - Utrata mamy i taty była dla mnie piekłem sierocej samotności. Jako dorosły chłopak stanąłem jednak na nogi. M. Klasa
Port Gdańsk: Nowa linia kontenerowa w Porcie Gdańsk 21.04.2008
19 kwietnia br. do gdańskiego portu zawinął statek kontenerowy "Delta St. Petersburg" należący do armatora Delta Shipping Lines Limassol, który regularnie obsługuje Gdański Terminal Kontenerowy z częstotliwością zawinięć jeden raz w tygodniu w ramach serwisu short sea shipping na trasie Hamburg - Rotterdam - Gdańsk - St. Petersburg. Było to drugie zawinięcie tego armatora od inauguracji serwisu. Statek "Delta St. Petersburg" zbudowany w 2006 roku to jeden z czterech nowoczesnych kontenerowców eksploatowanych na tej linii. Jest to jednostka o pojemności 917 TEU, długości całkowitej 154,85 m, szerokości 21,50 m i zanurzeniu 6,97 m. Szybkość eksploatacyjna wynosi 18 węzłów. Statek posiada najwyższą klasę lodową 1A. Pozostałe trzy jednostki to "Delta Rotterdam", "Delta Hamburg" i "Taipan" o bardzo zbliżonych parametrach. Agentem generalnym jest Safe Shipping Sp z o.o., ul. Korczaka 13, 81- 473 Gdynia, tel. (+48) 58 662 02 61, fax (+48) 58 662 02 65, e-mail info@safeshipping.pl. Agentem klarującym jest Marbalco Shipping Sp. z o.o. Sopot.
Dziennik Bałtycki: Profesor oprotestował wybory na rektora gdyńskiej uczelni
Profesor Krzysztof Kołowrocki, pracownik Akademii Morskiej w Gdyni, wystosował protest do Ministerstwa Infrastruktury oraz Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego dotyczący wyborów na stanowisko rektora uczelni.
Odbyły się one w czwartek, 17 kwietnia i - zdaniem naukowca - budzą poważne zastrzeżenia. Prof. Kołowrocki ubiegał się o stanowisko rektora, na które został wybrany prof. dr hab. Romuald Cwilewicz.
- Jestem zwolennikiem demokracji i nie mogę pogodzić się z tym, co dzieje się na Akademii Morskiej - mówi prof. Krzysztof Kołowrocki. - Podczas wyborów na stanowisko rektora doszło do licznych uchybień!
Ich lista, według naukowca, jest bardzo długa.
- Studenci, którzy weszli w skład kolegium wyborczego, nie zostali wybrani podczas studenckich zebrań, tylko wyznaczeni niejako z urzędu. Niektórzy z nich to wieloletni działacze - podkreśla prof. Kołowrocki. - Zastosowana procedura głosowania nie spełniała warunku tajności. Każdy elektor otrzymał jedną kartkę pustą oraz kartki z nazwiskami kandydatów. Wybraną jedną kartkę należało włożyć do koperty w obecności osób siedzących w pobliżu przy wspólnych stołach, a dopiero potem, po wyczytaniu nazwiska, podejść do urny i wrzucić kopertę. Nie zastosowano jakiejkolwiek kotary lub odosobnionego miejsca, gdzie można było kartkę z nazwiskiem włożyć do koperty. Niewykorzystane kartki należało zostawić przy sobie, co jest niedopuszczalne z uwagi na wymóg tajności głosowania.
Prof. Kołowrocki twierdzi, że w trakcie kampanii wyborczej wystąpiły też inne uchybienia Uczelnianej Komisji Wyborczej, które mogły również wpłynąć na ostateczny wynik wyborów. W szczególności zabrakło organizacji zebrań przedwyborczych, a pełna informacja o wyborach była umieszczona w jednym miejscu na całej uczelni. Z kolei skromną informację na stronie internetowej umieszczono na 3 dni, a programy kandydatów zostały upublicznione na 2 dni przed wyborami.
- O proteście nie poinformowałem jeszcze władz uczelni - dodaje prof. Kołowrocki.
Władze akademii są jak na razie bardzo powściągliwe jeżeli chodzi o skomentowanie protestu sporządzonego przez prof. Kołowrockiego. Twierdzą, że wybory zostały przeprowadzone prawidłowo.
- Przed wyborami pan prof. Krzysztof Kołowrocki wniósł kilka uwag, które zostały wyjaśnione - mówi Tomasz Degórski, rzecznik prasowy Akademii Morskiej. - O zastrzeżeniach dotyczących samych wyborów i wyników nic mi nie wiadomo. Jeżeli pan profesor prześle swoje uwagi do władz uczelni, wówczas będziemy się mogli z nimi zapoznać i zająć odpowiednie stanowisko w tej sprawie.
Krzysztof Kołowrocki twierdzi, że skierował protest do stolicy, by zmienić złe obyczaje panujące na uczelni. Nie ukrywa też, że jego marzeniem było zostanie rektorem Akademii Morskiej. Nie wiadomo jeszcze, ile czasu zajmie zbadanie zasadności protestu. Jeśli stawiane zarzuty ewentualnie potwierdzą się, może dojść do anulowania wyborów.
Mariusz Jabłoński - NaszeMiasto.pl
Dziennik Bałtycki: Dla turystów zatopią statek
Urząd Morski w Gdyni wyraził zgodę na zatopienie okrętu u brzegów Helu. Niewielka jednostka ma stać się turystyczną atrakcją, zwłaszcza dla amatorów nurkowania, ale nie tylko. - Bardzo nas ucieszyła pozytywna opinia Urzędu Morskiego, bo to przyśpieszy nasze prace i być może uda się postawić wrak na dnie jeszcze tego lata - cieszy się Jarosław Pałkowski, pełniący obowiązki burmistrza Helu. - A sama operacja zatapiania będzie już przecież niezwykle widowiskowa. Dlatego liczymy na to, że przyciągnie ona na półwysep dodatkowych turystów.
O pomyśle zatopienia okrętu pisaliśmy przed miesiącem. Przedsięwzięcie wymyślili nurkowie, mający swoją bazę w Helu, i samorządowcy. Turystyka wrakowa rozwija się wszędzie, również w Polsce. Niestety, u nas głównie jest to hobby dla profesjonalistów. Brakuje bowiem statków, które byłyby zatopione blisko i nurkowanie przy nich byłoby bezpieczne.
- W wielu miejscach na świecie już zatapiano okręty specjalnie dla turystów - zapewnia Waldemar Popowski, instruktor z helskiej bazy nurkowania. - Dlaczego nie moglibyśmy zrobić tego u nas? Jeśli formalności nie będą się przedłużały, jest szansa, że jeszcze w tym sezonie będziemy penetrować nowy podwodny obiekt. Okręt ma zostać zatopiony od strony Zatoki Gdańskiej, na wysokości tzw. małej plaży, między helskimi portami - rybackim i wojennym. Osiądzie mniej więcej na głębokości 20 metrów. Wcześniej jeszcze trzeba będzie spełnić kilka warunków postawionych przez UM.
- Najważniejsze jest uzyskanie pozwolenia od ministra infrastruktury - przyznaje Pałkowski - ale jeśli Urząd Morski się zgodził na takie przedsięwzięcie, to i minister nie będzie miał oporów. Nie będziemy jednak czekać z założonymi rękami. Wkrótce nasi nurkowie zaczną badać dno, aby wskazać najlepszą lokalizację na zatopienie jednostki.
Miasto musi jeszcze opracować plan sytuacyjny, przedstawić technologię transportu i opuszczania kadłuba jednostki, atest czystości itp. Sam zakup okrętu natomiast nie powinien być problemem. Chodzi tu o jednostkę, która niegdyś transportowała marynarzy z Trójmiasta do Helu. Burmistrz Helu nie chce na razie zdradzać ceny, tłumacząc, że trwają negocjacje.
- Będzie to jednak kwota, na jaką nas stać - zapewnia Pałkowski. - Niższa od tej, którą musielibyśmy wydać za wycofane ze służby jednostki, teraz oferowane przez Agencję Mienia Wojskowego. Prywatny właściciel "naszego" okrętu zamierza się go pozbyć, bo chciałby odblokować miejsce przy gdańskim kanale, gdzie on cumuje. Helanie są optymistami.
- Jeśli zatopienie wraku się powiedzie, Hel stanie się mekką dla nurków, nie tylko z Polski - cieszy się Waldemar Popowski. Krzysztof Miśdzioł - NaszeMiasto.pl
Gazeta Wyborcza: Więcej czasu na budowę mostów
Mariusz Rabenda 2008-04-20, ostatnia aktualizacja 2008-04-20 19:14
Nie przepadną unijne pieniądze na realizację inwestycji na Autostradzie Poznańskiej. Ministerstwo Infrastruktury zgodziło się na przesunięcie terminu końca budowy na 14 sierpnia. Początkowo inwestycja miała się zakończyć 28 maja. Wykonawca wystąpił jednak do Urzędu Miasta z prośbą o przedłużenie terminu. Jednym z powodów wydłużenia prac była konieczność usunięcia szczątków starego mostu i niewybuchów zalegających pod dnem rzeki. - Dzięki temu że udało się przesunąć termin, będziemy mogli spokojnie prowadzić prace do końca, bez obaw o utratę unijnego dofinansowania - cieszy się Tomasz Granops, sprawujący nadzór nad budową. Ile miasto mogło stracić? Czy tylko część kwoty, która nie została rozliczona, czy całe dofinansowanie z Sektorowego Programu Operacyjnego "Transport", wynoszące 44,2 mln zł? - Trudno powiedzieć, jak by to oceniono w Warszawie - mówi Granops. - Na szczęście nie musimy się nad tym zastanawiać. Inwestycja warta jest 78,6 mln zł. Obejmuje przebudowę części Autostrady Poznańskiej, w tym głównie budowę nowych mostów nad Odrą i Regalicą oraz tymczasowych dojazdów do nich. Najpoważniejsze roboty są już na ukończeniu. - W maju będziemy mieli gotowe dokumenty odbiorowe, które już przygotowujemy. W lipcu chcemy przeprowadzić próby obciążenia - wylicza Granops. W sierpniu na pewno po obu mostach będzie można jeździć. Szczecinianie korzystający z Autostrady Poznańskiej nie mogą się doczekać końca budowy, zwłaszcza nowego mostu na Odrze Zachodniej. Od lutego bowiem częściowo zamknięty (ze względów bezpieczeństwa) jest wysłużony most im. Karola Świerczewskiego. Ruch odbywa się wahadłowo, co w szczycie powoduje spore korki.
Portal Morski: Znakomite wyniki Grupy Vinashin Opublikowano: 21 kwietnia, 2008
Wietnamska grupa przemysłowa Vinashin (The Viet Nam Shipbuilding Industry Group), która jest największym w kraju zakładem budującym statki, ogłosiła swoje wyniki finansowe. W pierwszym kwartale tego roku dochód firmy wyniósł 318.7 mln $, co oznacza 108% wzrost dochodu w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku.
Portal Morski: Independence of the Seas przekazany do armatora Opublikowano: 21 kwietnia, 2008
Trzeci z serii największych na Świecie wycieczkowców, Independence of the Seas, został przekazany armatorowi Royal Caribbean w stoczni koncernu Aker w Turku. Jest to bliźniacza jednostka do zbudowanych wcześniej Freedom of the Seas oraz Liberty of the Seas, wycieczkowców klasy „Freedom”. Na dzień dzisiejszy są to najnowocześniejsze i najbardziej „wybiegające” w przyszłość statki tego typu w całym biznesie wycieczkowym.
MW: Polski admirał wyróżniony przez Centrum Marshalla
Kontradmirał Ryszard DEMCZUK, dowódca Centrum Operacji Morskich, został „Człowiekiem Marca 2008”. Tytuł ten przyznawany jest przez Centrum im. Georga C. Marshalla dla absolwentów, którzy odgrywają szczególną rolę w działaniach na rzecz bezpieczeństwa, a przez swoją postawę przyczyniają się do rozwoju trwałego partnerstwa międzynarodowego. Admirał Demczuk jest pierwszym polskim oficerem, który uzyskał takie wyróżnienie. Europejskie Centrum Studiów Bezpieczeństwa w amerykańskim Instytucie im. Georga C. Marshalla jest ośrodkiem naukowym, którego celem jest edukacja na rzecz stabilności i bezpieczeństwa międzynarodowego. Swoje programy edukacyjne kieruje do żołnierzy, a także cywilnych specjalistów wojskowości. Zakres tematyczny obejmuje przede wszystkim analizę procesu osiągania i utrzymania bezpieczeństwa narodowego. Centrum zostało utworzone w 1992 roku i mieści się w Garmisch-Partenkirchen w Niemczech. Od 2007 roku Centrum przyznaje wyróżniającym się absolwentom tytuł „człowieka miesiąca”. Tytuł przyznawany jest tym absolwentom, którzy po ukończeniu studiów w sposób szczególny promują idee związane z bezpieczeństwem międzynarodowym. Kontradmirał Ryszard DEMCZUK jest absolwentem Europejskiego Centrum Studiów Bezpieczeństwa Instytutu Georga C. Marshalla z 1998 roku. Szczegóły życiorysu admirała Demczuka dostępne są na stronie internetowej Marynarki Wojennej.
Dziennik Bałtycki: Gdynia. Tytuł dla kontradmirała
Kontradmirał Ryszard Demczuk, dowódca Centrum Operacji Morskich Marynarki Wojennej RP, został "Człowiekiem Marca 2008". Tytuł ten przyznawany jest przez Centrum im. Georga C. Marshalla dla absolwentów, którzy odgrywają szczególną rolę w działaniach na rzecz bezpieczeństwa, a przez swoją postawę przyczyniają się do rozwoju trwałego partnerstwa międzynarodowego. Kontradmirał Demczuk jest pierwszym polskim oficerem, który uzyskał takie wyróżnienie. - Nigdy nie uratowałem nikomu życia, ani nie dokonałem ekstremalnych wyczynów. To przebieg mojej służby i stałe dokształcanie się spowodowało, że otrzymałem ten zaszczytny tytuł - powiedział Ryszard Demczuk.
(maj) - POLSKA Dziennik Bałtycki
2008-04-22 Wtorek
Rzeczpospolita: Dzieci marynarzy chcą wiedzieć, jak zginęli ich rodzice
22-04-2008, ostatnia aktualizacja 22-04-2008 04:25
Dlaczego na „Athenian Venture” zatonęło 24 polskich marynarzy i pięć ich żon. To była największa katastrofa z udziałem polskiej załogi – nie licząc zatonięcia promu „Heweliusz”. Grecki tankowiec płynął z Nowego Jorku do Amsterdamu. Na pokładzie było 24 polskich marynarzy oraz pięć towarzyszących im żon. 22 kwietnia 1988 roku, gdy statek był około 800 mil na południowy wschód od Nowej Szkocji, w centrum ratowniczym w Nowym Jorku usłyszano wezwanie „Mayday”. Natychmiast rozpoczęto akcję ratowniczą. Włączyły się w nią okoliczne statki, w tym polskie, oraz amerykańskie samoloty. Na miejscu okazało się, że nie ma kogo ratować. Statek był przełamany i płonął. Na morzu był sztorm. Następnego dnia wyłowiono ciało jednego członka załogi. Reszta została w oceanie.
Sebastian Szulkowski miał wtedy dziewięć lat, a jego brat sześć. Stracili oboje rodziców. Ich ojciec Andrzej Szulkowski był czwartym mechanikiem na tankowcu.
– To miał być jego ostatni rejs. Wróciłem ze szkoły i dowiedziałem się o tragedii. Ciągle łudziliśmy się, że to jakaś fatalna pomyłka i że odnajdą rozbitków – wspomina Sebastian.
Rufa tankowca dryfowała po Atlantyku jeszcze około sześciu tygodni. Potem na hol wzięły ją dwa hiszpańskie trawlery rybackie i obrały kurs na Europę. Hiszpanie weszli też na pokład, gdzie znaleźli zwęglone ciała siedmiu osób oraz dziennik okrętowy. Na spotkanie szykowali się już eksperci. Ale 17 czerwca rufa nieoczekiwanie poszła na dno. Przepadł jedyny dowód, który mógł pomóc wyjaśnić okoliczności tragedii.
„Athenian Venture” wybudowano w Szwecji w 1975 roku na zamówienie Polskiej Żeglugi Morskiej. Tam też pływał przez pierwsze lata jako „Karkonosze”.
– To był statek z serii jednostek o nośności 30 tys. DWT. Miały odbierać ropę od naszych wielkich tankowców, które nie były w stanie przepłynąć Cieśniny Duńskiej, i stamtąd przewozić ją do Polski – mówi Krzysztof Gogol, doradca dyrektora PŻM. Dodaje, że plan szybko upadł. W 1983 roku PŻM sprzedał tankowiec greckiemu armatorowi Athenian Tankers, który pływał pod tzw. tanią banderą. – W 1988 roku wiele krajów afrykańskich czy środkowoamerykańskich miało mniej restrykcyjne przepisy bezpieczeństwa. Tym samym utrzymanie statku było tańsze – wyjaśnia Gogol.
„Athenian Venture” pływał pod flagą cypryjską, a grecki armator zatrudnił polską załogę. Jak wspomina Sebastian Szulkowski, statek był w fatalnym stanie technicznym. O dziurach, awariach i usterkach marynarze pisali w listach do rodziny. Zapiski o usterkach były też w dzienniku okrętowym.
Nie udało się ustalić, czy statek się przełamał, a potem zapalił, czy też kolejność była odwrotna. Administracja Cypru wszczęła śledztwo, ale nie wyjaśniło ono sprawy. Niewiele także wyjaśniła polska Izba Morska.
Według Szulkowskiego w tamtym czasie rodziny nie otrzymały prawie żadnego wsparcia od polskich władz. Grecki armator wypłacił niewielkie odszkodowania. Marynarze pozostawili 43 sieroty. – Chcielibyśmy wyjaśnić okoliczności tej tragedii – zapowiada Szulkowski. Dziś na cmentarzu centralnym w Szczecinie odbędą się uroczystości upamiętniające katastrofę „Athenian Venture”.
Gazeta Wyborcza: Związki zawodowe Stoczni Gdynia porozumiały się z zarządem
ms, PAP 2008-04-22, ostatnia aktualizacja 2008-04-22 18:35
Związki zawodowe porozumiały się we wtorek z zarządem Stoczni Gdynia ws. podwyżek płac dla pracowników - poinformował PAP lider stoczniowej "Solidarności", Dariusz Adamski. "Obie strony zadeklarowały zgodę na podwyżki płac od 1 maja rzędu 5-6 procent. Porozumienie pisemne w tej sprawie powinno być gotowe do końca tygodnia" - wyjaśnił Adamski. Przed podjęciem rozmów z zarządem firmy zastrajkowało we wtorek rano ok. 100 pracowników jednego z wydziałów Stoczni Gdynia. Kilka godzin później doszło na terenie zakładu do wiecu z udziałem kilkuset robotników. Stocznia Gdynia jest największą i najnowocześniejszą stocznią w Polsce. Zatrudnia ponad 7 tys. pracowników, współpracuje z kilkoma tysiącami poddostawców i podwykonawców w całej Polsce. Specjalizuje się w budowie skomplikowanych technologicznie statków, m.in. samochodowców, kontenerowców i gazowców LPG.
Stocznia Gdynia jest w trakcie prywatyzacji, a wyłączność na negocjacje w tej sprawie uzyskała od Skarbu Państwa firma Amber Sp. z o.o., zależna od notowanego na giełdzie przedsiębiorstwa Złomrex - jednego z największych w Polsce dostawców złomu stali oraz metali nieżelaznych, a także producenta i dystrybutora wyrobów hutniczych. MSP chce sprzedać wszystkie posiadane akcje Stoczni Gdynia, przy czym nie mniej niż 9 mln 164 tys. 120 akcji. W grudniu ub.r. oferty na ich kupno złożyły trzy firmy: Amber Sp. z o.o., Ray Car Carriers Limited oraz Marine Co Sp. z o.o.
Gazeta Wyborcza: Dzieci marynarzy przypomniały tragedię "Athenian Venture"
Andrzej Kraśnicki jr 2008-04-22, ostatnia aktualizacja 2008-04-22 20:33
To jedna z dwóch największych katastrof z udziałem polskich marynarzy. Ale dopiero wczoraj, dokładnie 20 lat po tym zdarzeniu, po raz pierwszy uczczona została pamięć ofiar. Radosław Szulkowski razem z bratem stracił w katastrofie tankowca oboje rodziców. Na szczeciński Cmentarz Centralny pod pomnik "Tym, którzy nie powrócili z morza" we wtorkowe popołudnie przyszło ponad 100 osób. Wśród nich kilkanaście osób - dzieci i bliscy marynarzy, którzy zginęli na pokładzie tankowca "Athenian Venture".
- Trudno w to uwierzyć, ale te rodziny spotkały się po raz pierwszy - mówi Paweł Pasławski, jeden z organizatorów uczczenia pamięci wydarzeń sprzed 20 lat.
Paweł Pasławski w 1988 r. miał osiem lat. Na "Athenian Venture" wraz z rodzeństwem stracił tatę i mamę, która wybrała się z mężem w feralny rejs. Oboje rodziców straciła w sumie dwunastka dzieci. Teraz jako dorośli chcą nie tylko przypomnieć tragedię, ale przede wszystkim wyjaśnić, jak do niej doszło. I wskazać winnych.
Los marynarzy z "Athenian Venture" to typowy, tyle że z tragicznym finałem, przykład tego co działo się w polskiej marynarskiej "branży" pod koniec lat 80. Wielu polskich marynarzy szukało wówczas lepiej płatnej pracy na pokładach zagranicznych statków. Trafiali często na jednostki, których stan był bliski ruiny.
- "Athenian Venture" w ogóle nie powinien był pływać - wspominał na cmentarzu Jan Matwiejko, przed 20 laty motorzysta, który zszedł z pokładu tankowca kilka miesięcy przed katastrofą.
Ale w kwietniu 1988 r. ten 17-letni wówczas niewielki tankowiec należący do greckiego armatora Minosa Kyriakou wyruszył w rejs z benzyną bezołowiową z Amsterdamu do Nowego Jorku. Cała 25-osobowa załoga składa się z Polaków. Czterech z nich wzięło w rejs żony. Szczecinian było ośmiu. Pozostali pochodzili z Trójmiasta, Poznania, Giżycka. Mogli znać statek, który od 1975 do 1983 r. pływał jako "Karkonosze" w barwach PŻM.
"Athenian Venture" zatonął 22 kwietnia 1988 r. u wybrzeży Nowej Funlandii. Nie wiadomo, czy najpierw statek się przełamał i wybuchło paliwo, czy było na odwrót. Kiedy dotarła pomoc, na wodzie unosiła się już tylko rufa z nadbudówką, a w niej kilka zwęglonych ciał. Sześć tygodni holowano ją w stronę Hiszpanii.
- Kiedy wrak przejęły holowniki wysłane przez armatora, rufa niespodziewanie zatonęła - mówi Pasławski. - A to mógł być jeden z dowodów obciążających Greka.
Rodziny ofiar mówią, że to, co działo się później, było jedynie próbą zamaskowania odpowiedzialności armatora za stan statku.
- Stajnia greckich adwokatów bezwzględnie wykorzystała to, że rodziny nie miały ze sobą kontaktu, że sprawą nie interesowały się polskie władze, naszych bliskich wprowadzano w błąd, próbowano zamknąć usta odszkodowaniem, o którego wysokości wstyd mówić - mówi Pasławski.
Rok temu Pasławski zaczął szukać rodzin marynarzy. Znalazł m.in. braci Radosława i Sebastiana Szulkowskich, którzy też stracili oboje rodziców. Dotarli do Marzeny Kryszkiewicz, która straciła tatę i wielu innych. Wciąż poszukują reszty rodzin.
Wtorkowa uroczystość była ich pierwszym, wspólnym przedsięwzięciem. Chcą teraz wspólnie działać.
- Chcemy dowiedzieć się, dlaczego zginęli nasi rodzice - mówi Sebastian Szulkowski.
Nie chcą na razie mówić o jakichś krokach prawnych. Armator "Athenian Venture" ma się dobrze. Jest konsulem honorowym Polski w Salonikach.
Kurier Szczecinski: Fosforowy aneks
Polska Żegluga Morska zawarła aneks do pięcioletniej umowy z Zakładami Chemicznymi Police. Chodzi o tegoroczny transport surowców fosforonośnych z tunezyjskiego portu Sfax i marokańskiej Casablanki. Ilość ładunków ma być w tym roku podobna do ubiegłorocznej i wynosić ok. 800 tys. ton. Przewóz będzie odbywać się statkami typu: "Wadag" (16,6 tys. dwt), "Ziemia" (26,6), "Powstaniec" (33,7) z częstotliwością ok. pięciu rejsów miesięcznie. (kl)
Kurier Szczeciński: Zagraniczni ekolodzy "dbają" o nas. S3 za nasze złotówki
Budowa nowej S3 ma być jedną z największych inwestycji w kraju współfinansowanych z funduszy unijnych. Ale czy będzie? Umowa na finansowanie tej bodajże największej obecnie inwestycji drogowej w kraju realizowanej przez GDDKiA nie jest ciągle podpisana. Budowa drogi ekspresowej S3 finansowana jest na razie z budżetu państwa. W tym roku przeznaczono na ten cel z budżetu państwa 948 mln zł. "Finansowanie zastępcze" zakończy się w chwili, kiedy Komisja Europejska odblokuje unijne środki z funduszu spójności, o które wystąpiła strona polska na to przedsięwzięcie. Zastępcze finansowanie nie jest zresztą niczym wyjątkowym; wiele inwestycji realizowanych jest w ten sposób.
GDDKiA musiała uaktualnić wniosek aplikacyjny złożony w Brukseli już w 2005 roku. W ciągu trzech lat zmieniły się bowiem nie tylko terminy zapisane we wniosku o przyznanie dotacji, ale także koszty inwestycji. Jeśli w 2005 roku zakładano, że wartość prac wyniesie nieco ponad 1,7 mld zł, to już pod koniec tego roku wiadomo było, że nowa ekspresowa S3 kosztować będzie nie mniej niż 2,2 mld zł. Inwestor uwzględnił również wyższe wymagania związane z aktualną decyzją środowiskową i ujął w projekcie więcej rozwiązań proekologicznych. Przypomnijmy, że S3 znalazła się na czarnej liście przedsięwzięć "środowiskowo szkodliwych i ekonomicznie wątpliwych" sporządzonej przez organizacje ekologiczne Bankwatch i Friends of the Earth Europe (w Polsce nie działają; mają tylko jednego przedstawiciela). Ekolodzy zaapelowali do Komisji Europejskiej o niewspółfinansowanie kilkudziesięciu projektów o wartości około 8 mld euro. Autorzy apelu uważają, że inwestor nie spełnił kryteriów przygotowania inwestycji prowadzonych w obszarach chronionych Natura 2000 i chcą, by poprawił projekt. Iwona Stępień-Pilipczuk, dyrektor zachodniopomorskiego oddziału GDDKiA w Szczecinie, zwraca tymczasem uwagę na fakt, że inwestycję oprotestowali zagraniczni ekolodzy. Krajowe organizacje monitorujące bezpośrednio przygotowania do inwestycji, które miały dostęp do dokumentacji, nie zgłosiły zastrzeżeń do projektu. Nie było też protestów. Na decyzję Komisji Europejskiej trzeba będzie jeszcze poczekać; być może nawet kilka miesięcy. Uzupełniony wniosek aplikacyjny GDDKiA wysłała do Ministerstwa Infrastruktury w styczniu. Stamtąd powędrował do Ministerstwa Rozwoju Regionalnego. Ostatnim przystankiem będzie Bruksela.
R.K. CIEPLIŃSKI
Dodaj komentarz Czytaj wszystkie
Aleksandra Antonowicz, 2008-04-22 13:42:21
Pan Ciepliński mnie zadziwia. Pisał ostatnio o S3 i podawał informacje, które były potem dementowane przez lokalną organizację ekologiczną (swoją drogą ciekawe, dlaczego nie było opublikowanego sprostowania - http://www.gajanet.pl/+breve151+). I nie nauczyło go to większej dociekliwości w zdobywaniu informacji. Chętnie pomogę. CEE Bankwatch Network jest siecią organizacji pozarządowych z 12 krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Polskimi członkami Bankwatchu są Polska Zielona Sieć i Instytut Ekonomii Środowiska. Na stałe pracuje w nich w tym momencie 4 koordynatorów Bankwatchu, którzy ponad wszelką miarę są Polakami - jak rozumiem, to dość ważne w tej sytuacji. Zachęcam do przejrzenia strony www.bankwatch.org as, 2008-04-22 12:56:47
MW: XI Konferencja Morska
ASPEKTY BEZPIECZEŃSTWA NAWODNEGO
I PODWODNEGO ORAZ LOTÓW NAD MORZEM
Marynarka Wojenna po raz jedenasty organizuje konferencję morską, poświęconą bezpieczeństwu na morzu. Jest to największe w kraju forum dyskusyjne specjalistów, naukowców i praktyków zajmujących się różnymi aspektami bezpiecznej obecności człowieka na akwenach morskich. Konferencja odbędzie się w środę, 23 kwietnia, w auli Akademii Marynarki Wojennej (Gdynia, ul. Śmidowicza, wejście od ul. Grudzińskiego) Konferencja rozpocznie się o godzinie 09:00. Program konferencji oraz dodatkowe informacje na jej temat dostępne są na stronie internetowej . Konferencję otworzy szef szkolenia Marynarki Wojennej wiceadmirał Maciej WĘGLEWSKI. W dyskusjach i prezentacjach udział weźmie około 200 uczestników reprezentujących uczelnie, instytucje naukowe, przedsiębiorstwa i Marynarkę Wojenną. Swoje opracowania przedstawi kilkunastu autorów. Specjaliści dyskutować będą na temat ratownictwa morskiego, bezpieczeństwa żeglugi, prac nawodnych i podwodnych, lotów, eksploracji dna morskiego. Zakres tematyczny konferencji obejmuje medycynę morską, ochronę środowiska, psychologię, szkolenie personelu i wiele podobnych dziedzin. Uczestnicy konferencji analizować będą najnowsze technologie wykorzystywane w operacjach ratowniczych. Będą także przedstawione opracowania dotyczące zagrożeń asymetrycznych na Bałtyku, w tym miedzy innymi zagrożeń związanych z terroryzmem. „Aspekty Bezpieczeństwa Nawodnego, Podwodnego i Lotów nad Morzem” to naukowa konferencja morska organizowana przez Marynarkę Wojenną od 1998 roku. Co roku w obradach uczestniczą specjaliści, praktycy i naukowcy reprezentujący instytucje wojskowe i cywilne związane z morzem. Poruszane i omawiane są praktycznie wszystkie sfery związane z bezpieczną obecnością człowieka na morzu. Wybrane materiały konferencyjne trafiają na „Listę Filadelfijską” skupiającą najbardziej cenne na świecie opracowania popularno-naukowe.
polskichstron.net: Rząd sprywatyzuje prawie wszystko
Do 2011 roku państwo pozbędzie się całych branż, w tym kilku strategicznych. Rząd sprzeda też część udziałów w firmach energetycznych i w finansowych gigantach, jak PZU i PKO BP. W całości pod młotek pójdą sektory: farmaceutyczny, chemiczny, turystyczny, stoczniowy, elektroniczny i spożywczy. "To dzika prywatyzacja. Stracą na tym zwykli Polacy" - grzmi PiS. Rząd idzie na całość. Premier i minister skarbu ogłosili dziś, że w ciągu czterech lat sprzedadzą udziały aż w 740 spółkach. W rękach państwa zostanie zaledwie 25 firm. Pośpiech nie podoba się posłom PiS, którzy nie zostawili na rządzie suchej nitki. Konferencję prasową nazwali wprost: "POsezonowa wyprzedaż majątku skarbu państwa". "Rzucenie na rynek takiej liczby ofert spowoduje, że licytowane spółki będą tanie. Wielka podaż obniża bowiem ceny. Straci na tym Skarb Państwa, a pośrednio również Polacy" - tłumaczył Marek Suski z PiS. Mało tego, rząd nie zamierza prywatyzować lwiej części tych spółek przez giełdę, co - jak twierdzi PiS - jest gwarancją uczciwości prywatyzacji. Z 740 spółek jedynie 19 wyląduje na warszawskim parkiecie. Będą to między innymi PLL LOT, PKP Intercity, PKP Cargo i Bank Gospodarki Żywnościowej. Jeśli chodzi o PKO BP decyzja o sprzedaży części udziałów już zapadła, ale wciąż nie wiadomo, ile i na jakich zasadach akcje trafią do prywatnych inwestorów. "Na pewno nie będzie żadnego inwestora strategicznego, tylko akcjonariat rozproszony" - mówił dziś minister skarbu Aleksander Grad. "Jesteśmy skłonni przyjąć model taki, jak w PKN Orlen, czyli udział Skarbu Państwa w kapitale banku blisko 30 procent" - dodał. Ogromne kontrowersje budzi też prywatyzacja Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych, w którym deponowane są pieniądze pochodzące z rynku finansowego. Aleksandra Natalii-Świat z PiS twierdzi, że gdy Depozyt przejdzie w ręce prywatnych inwestorów, nigdy już nie będzie obniżał ceny usług. "To podniesie Otwartym Funduszom Emerytalnym koszty, a przez to stracą emeryci" - tłumaczyła Natalii-Świat. PiS oskarżył też rząd o pochopną decyzję o sprzedaży sektora energetycznego. Zdaniem posłów opozycji, sprzedanie takich grup jak Enea, Polska Grupa Energetyczna czy Tauron, zagrozi bezpieczeństwu Polski. PiS boi się, że rynek dystrybucji prądem trafi w obce ręce. Jednak zarówno premier, jak i minister skarbu mieli dziś dobre nastroje. Zdaniem Aleksandra Grada, przychody z prywatyzacji wyniosą przez te cztery lata około 30 miliardów złotych. Według Donalda Tuska, przychody te mogą być wykorzystane na obniżenie długu publicznego, zmniejszanie deficytu oraz finansowanie projektów reprywatyzacyjnych i edukacyjnych.
Dziennik Bałtycki: Na trójmiejskich ulicach może być mniejszy tłok
Żeby na trójmiejskich ulicach zmniejszył się tłok musimy zacząć korzystać z innych szlaków niż ulice, na przykład z rzek. O tym, jak udrożnić szlaki transportu wodnego, dyskutowano wczoraj w Gdańsku podczas ogólnopolskiej konferencji pt. "Rewitalizacja gospodarcza delty Wisły poprzez rozwój żeglugi śródlądowej".
Według Zbigniewa Ptaka, kierownika Biura Rozwoju Dróg Wodnych Województwa Pomorskiego w Urzędzie Marszałkowskim, niebawem ulice mogą "zakorkować" się jeszcze bardziej. Mamy zaś puste szlaki wodne. W rozwiniętych państwach Europy Zachodniej wykorzystanie śródlądowych dróg wodnych jest 30 razy większe niż w Polsce.
Nie ma przeszkód, by w dość krótkim czasie zacząć czerpać znacznie większe niż dotychczas pożytki komunikacyjne z rzek. Politechnika Gdańska proponuje nowoczesne, dostosowane do naszych warunków jednostki pływające, na przykład promy o napędzie solarnym. Pierwszy z nich niedługo zacznie obsługiwać ruch pasażerski między przystanią przy Żurawiu i Ołowianką. Gdańsk posiada już program ożywienia dróg wodnych. Koszt realizacji - ponad 13 mln euro.
2008-04-23 Środa
Dziennik Bałtycki: Przestój w Stoczni Gdynia
Kilkudziesięciu pracowników Zakładu Budowy Statków Stoczni Gdynia SA przerwało wczoraj pracę na znak protestu w związku z żądaniami płacowymi. Stoczniowcy pracujący na tzw. stanowiskach robotniczych chcą zmiany systemu zaszeregowania płac i wypłaty tzw. funduszu awansowego za cały rok z góry. Po południu doszło do rozmów związkowców z zarządem.
- W naszym przedsiębiorstwie stworzone są tabele płac, a co kwartał następuje przeszeregowanie. To ma związek z podwyżką pensji o jeden procent - informuje jeden ze związkowców. - Górny pułap w tej tabeli wynosi 16 złotych i 50 groszy za godzinę. Ci którzy go osiągnęli, nie mogą liczyć na kolejne przeszeregowanie w tabeli płac. Pracownicy chcą, by ten pułap wynosił 21 złotych.
Rano około 80 stoczniowców nie podjęło pracy w doku.
- To skandal, żeby stoczniowiec, który przepracował ponad 20 lat, zarabiał niewiele ponad dwa tysiące złotych - mówi zdenerwowany pan Kazimierz, spawacz. - Owszem, można dorobić, ale trzeba do pracy przychodzić w soboty i niedziele, kosztem rodziny i zdrowia. Czekamy na prywatyzację jak na zbawienie. Może nowy właściciel da nam podwyżki.
- Żebyśmy zarabiali choć połowę tego co nasi koledzy, którzy wyjechali do pracy w stoczniach na Zachód - dodaje Eryk Kołodziej, monter kadłubów. - Niestety, tak nie jest. Ciężko pracujemy za marne pieniądze.
Podwyżki płac są najczęstszą przyczyną spięć pomiędzy załogą a zarządem stoczni.
Wczoraj po południu doszło do rozmów pracowników z zarządem i związkowcami. Padła propozycja, żeby podwyżki płac związane z funduszem awansowym za cały rok zostały zrealizowane w kwietniu.
- Zarząd przystał na taką propozycję związkowców i stoczniowców - informuje Janusz Wikowski, doradca zarządu Stoczni Gdynia SA. - Do końca kwietnia całoroczny fundusz awansowy zostanie zrealizowany. Muszę przyznać, że rozmowy były bardzo twórcze i konstruktywne. Bez zbędnych emocji udało się osiągnąć porozumienie. Odrębną sprawą jest podwyżka płacy zasadniczej dla stoczniowców. W tym temacie nadal trwają rozmowy. Zapewniam, że pensje stoczniowcom wypłacane są regularnie. Mariusz Jabłoński - POLSKA Dziennik Bałtycki
Kurier Szczeciński: Przetarg już ruszył. Droga do portu
DARŁOWO. Ruszył przetarg na wykonanie projektu budowlanego pierwszego etapu drogi dojazdowej do portu. Będzie to odcinek od szosy krajowej nr 37 do drogi wojewódzkiej 203, czyli od al. Wojska Polskiego do ul. Mickiewicza. Planowana droga, o długości jednego kilometra i szerokości siedmiu metrów, dostosowana będzie do przemieszczania się TIR-ów dostarczających do portu i wywożących z niego towary. W ubiegłym roku przeładowano w Darłowie około 60 tys. ton towarów, a z deklaracji różnych kontrahentów wynika, że przeładunki portowe będą systematycznie rosły. Dlatego samorząd, do którego należy zarząd portem, przystąpił do rozwiązania problemu, jakim jest mocno utrudniony dojazd do portu morskiego. Obecnie jest on wąski, niedostosowany do ciężkich pojazdów i przebiega przez wiele ulic w centrum miasta. Stąd przetarg, który zostanie rozstrzygnięty w pierwszej dekadzie maja br. Po wykonaniu dokumentacji miasto zamierza czynić starania o dofinansowanie budowy ze środków unijnych. Planowana droga będzie bowiem dość kosztowna –według założeń ma być oświetlona i wyposażona w kanalizację deszczową. Ponadto planuje się położenie – obok jezdni asfaltowej – ścieżki pieszo-rowerowej z kostki betonowej o szerokości 3 metrów. (mił)
Dziennik Bałtycki: Nowe połączenia wymuszają nowe inwestycje
Statek kontenerowy "Delta St. Petersburg", należący do armatora DSL - Delta Shipping Lines Limassol, wpłynął do portu gdańskiego. Port zyskał kolejne stałe połączenie. Tym razem w ramach serwisu żeglugowego na krótkiej linii Hamburg - Rotterdam - Gdańsk - St. Petersburg. Kontenerowiec będzie przypływać do portu gdańskiego jeden raz w tygodniu.
Firma armatorska DSL eksploatuje nieduże kontenerowce dowozowe "Delta St. Petersburg", "Delta Rotterdam", "Delta Hamburg" i "Taipan". Pływają one na krótkich trasach pomiędzy terminalami kontenerowymi w portach europejskich leżących nad Bałtykiem i Morzem Północnym, przewożąc kontenery wyładowane w wielkich portach oceanicznych do mniejszych portów regionalnych. Agentem generalnym DSL w Polsce jest Safe Shipping z Gdyni, a agentem klarującym - Marbalco Shipping z Sopotu.
Kontenerowiec "Delta St. Petersburg" zbudowany został w roku 2006. Ma długość 154,8 m, szerokość - 21,5 m i zanurzenie - 6,9 m. Osiąga predkość do 18 węzłów. Pływa pod banderą Gibraltaru. Statek posiada najwyższą klasę lodową, bo 1A, co umożliwia mu pływanie w północnym rejonie Bałtyku, zamarzającym zimą. Jego pojemność wynosi 917 TEU (kontenerów 20-stopowych) lub 430 FEU (kontenerów 40-stopowych) i 57 TEU.
Oprócz serwisu Delta Shipping Lines, obecnie terminal GTK posiada stałe, dowozowe połączenia kontenerowe, utrzymywane przez Team Lines, American President Lines Ltd, Baltic Container Lines, Scan Baltic Express 1 (armatora Orient Overseas Container Line). Kontenerowce dowozowe, pływające w tych serwisach, przewożą kontenery na liniach prowadzących z Bremerhaven, Hamburga, Rotterdamu i Antwerpii do Gdańska i St. Petersburga. Dzięki połączeniom w ubiegłym roku w terminalu GTK przeładowano łącznie 91 tys. 621 TEU, czyli kontenerów 20-stopowych. Stały wzrost liczby obsługiwanych w nim kontenerów powoduje, że konieczne stało się zwiększenie powierzchni placów składowych i manewrowych. Zarząd Morskiego Portu Gdańsk SA planuje inwestycję, która pozwoli na osiągnięcie przez terminal GTK rocznej zdolności przeładunkowej do 120 tys. TEU.
Terminal GTK rozpoczął działalność w roku 1998. Jest on zlokalizowany na nabrzeżu Szczecińskim, w wewnętrznym porcie gdańskim. Przy nabrzeżu tym, o długości 365 m, można obsługiwać równocześnie trzy mniejsze lub dwa większe kontenerowce dowozowe. Place składowe kontenerów mają powierzchnię 67,4 tys. m kw. Można na nich magazynować także kontenery chłodnicze (95 stanowisk). Do rozładunków i załadunków kontenerów służą dwa żurawie nabrzeżowe o unosie po 40 ton, samojezdny dźwig nabrzeżowy o unosie 100 ton, dwie suwnice placowe o unosie po 32/40 ton i nowoczesna suwnica nabrzeżowa o unosie 40/60 ton, którą w minionym roku zakupiono w Chinach. Urządzenia dźwigowe umożliwiają obsługiwanie statków w systemie lo-lo (ang. -lift on-lift off-), polegającym na przenoszeniu ładunku z nabrzeża do ładowni statku lub na pokład ładunkowy albo odwrotnie. Jacek Sieński - POLSKA Dziennik Bałtycki
Portal Morski: Viking XPRS przekazany do armatora Opublikowano: 23 kwietnia, 2008
Jak donosi Scandinavian Shipping Gazette w poniedziałek, 21 kwietnia 2008 roku, nastąpiło przekazanie do armatora Viking Line szybkiego, konwencjonalnego promu pasażerskiego przez koncern stoczniowy Aker (stocznia w Helsinkach).
Jednostka o nazwie Viking XPRS (armator ogłosił konkurs na nazwę dla nowej jednostki, na który nadesłano 16 000 propozycji, jednak wybrana nazwa Viking XPRS była nawą koncepcyjną, pod którą od samego początku tworzono ten projekt – przyp. red.) Wartość przekazanej jednostki to 130 mln Euro . Prom będzie obsługiwał połączenia Helsinki – Tallin od 28 m kwietnia.
Viking XPRS:
- długość 185 m, szerokość 27,7 m, zanurzenie 6,55 m
- tonaż 34,000 BRT
- posiada klasę lodową 1A Super
- rozwija prędkość 25 węzłów
- na jej pokładzie jednocześnie może znajdować się 2500 pasażerów
- silniki główne zostały wyposażone w katalizatory spalin.
Portal Morski: Kolejny cruise ferry dla Tallinku Opublikowano: 23 kwietnia, 2008
22 kwietnia w należącej do koncernu Aker stoczni w Raumie odbyła się uroczystość położenia stępki pod duży prom-wycieczkowiec budowany dla estońskiego armatora Tallink. Jednostka o roboczej nazwie „Cruise 5” będzie przekazana do eksploatacji na wiosnę przyszłego roku. Koszt budowy statku to około 180 mln Euro.
Portal Morski / Dziennik Bałtycki: Prof. Lisowski - to donos! Protest pracownika Akademii Morskiej Opublikowano: 23 kwietnia, 2008
Protest prof. Krzysztofa Kołowrockiego, pracownika Akademii Morskiej, dotyczący nieprawidłowości podczas wyborów rektora, które miały miejsce 17 kwietnia, jest sprawdzany przez prawników z Ministerstwa Infrastruktury. Przypomnijmy - prof. Kołowrocki, jeden z trzech kandydatów do objęcia stanowiska rektora Akademii Morskiej, twierdzi, iż wybory zostały przeprowadzone w sposób nieprawidłowy. Jego zdaniem, studenci, którzy weszli w skład kolegium wyborczego, nie zostali wybrani podczas zebrań, tylko wyznaczeni z urzędu. Zdaniem profesora, zastosowana procedura głosowania nie spełniała warunku tajności. Każdy elektor otrzymał jedną kartkę pustą oraz kartki z nazwiskami kandydatów. Wybraną jedną kartkę należało włożyć do koperty w obecności osób siedzących w pobliżu przy wspólnych stołach, a dopiero potem, po wyczytaniu nazwiska, podejść do urny i wrzucić kopertę. Profesor twierdzi, że nie zastosowano kotary, nie było odosobnionego miejsca, gdzie można było kartkę z nazwiskiem włożyć do koperty. Niewykorzystane kartki należało zostawić sobie, co jest niedopuszczalne z uwagi na wymóg tajności głosowania. - Jestem zwolennikiem demokracji i chcę, żeby uczelnia, w której pracuję, rządziła się jakimiś prawami - mówi prof. Krzysztof Kołowrocki. - Metody, które zostały zastosowane podczas wyborów, są niedopuszczalne, dlatego skierowałem skargę do Ministerstwa Infrastruktury. Członkowie komisji wyborczej Akademii Morskiej nie zgadzają się z zarzutami. - Studenci, którzy weszli w skład komisji wyborczej, zostali wybrani zgodnie z panującym w uczelni regulaminem - twierdzi prof. Zbigniew Powierża, przewodniczący komisji wyborczej. - Została też zachowana zasada tajności. Wyborcy wkładali jedną z trzech kartek z nazwiskiem elekta. Żeby to zrobić, mieli do dyspozycji całą wielką aulę. Gdy ktoś chciał mieć poczucie intymności, to w tak dużej sali mógł je znaleźć. Niepotrzebna była żadna kotara czy zasłona. Rektor Akademii Morskiej Józef Lisowski twierdzi, że skarga skierowana przez prof. Kołowrockiego to zwykły donos. - Takie zachowanie świadczy o klasie człowieka. Jeżeli się przegrywa, to wynik trzeba przyjąć z godnością. Widocznie pan prof. Kołowrocki nie może pogodzić się z porażką.
Zdaniem ministerstwa
Protest dotyczący wyborów na stanowisko rektora Akademii Morskiej wpłynął w piątek (18.04) do Ministerstwa Infrastruktury. Od wczoraj zajmują się nim prawnicy. Jeżeli uznają, że doszło do nieprawidłowości, wówczas wybory mogą zostać unieważnione i przeprowadzone ponownie. Protestem zajmują się też pracownicy Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, gdzie także został przesłany. Unieważnienie wyborów może nastąpić nie później niż w terminie do dwóch miesięcy. Kilka dni przed wyborami dwóch pracowników Ministerstwa Infrastruktury sprawdzało regulamin wyborów pod kątem zachowania zasady tajności. Wówczas nie wykryli nieprawidłowości, na co komisja wyborcza ma pismo.
Obecna kontrola ma wykazać, czy studenci do komisji wyborczej zostali powołani prawidłowo. Nowy rektor musi objąć funkcję we wrześniu.
Kurier Szczeciński: Miasto chce przyciągać na nieswoje. Szczecin nadmorski?
Od czasu, gdy latem 2007 roku prezydent Piotr Krzystek obiecał żeglarzom i mieszkańcom „Przyjazny Port Szczecin" niewiele się zmieniło. Program, dzięki któremu miasto ma się promować jako miejsce przyjazne żeglarzom będzie przekazany radnym dopiero pod koniec maja. A dyskusje na temat odzyskania nabrzeży Wałów Chrobrego utknęły w martwym punkcie. - Program „Przyjazny port" zostanie skierowany pod obrady Rady Miasta na sesję 26 maja - zapewnia Sebastian Wypych z biura prasowego prezydenta. - Szacujemy, że rocznie będzie on kosztował około 100 tysięcy złotych. Za te pieniądze możemy opłacić przyjęcie około 6 żaglowców. W założeniach przedstawionych w sierpniu ubiegłego roku przez prezydenta Krzystka na zakończenie finału The Tall Ships Races 2007 „Przyjazny Port Szczecin" miał zachęcać armatorów i kapitanów największych żaglowych jednostek do odwiedzania miasta m.in. dzięki pokryciu kosztów pobytu. Te są spore, bo za najmniejsze żaglowce o długości do 50 metrów za 3 doby postoju właściciel jednostki musi zapłacić ponad 4 tys. złotych. Cumowanie największych statków napędzanych żaglami armatora kosztuje za 3 dni nawet 17 tys. złotych. Miasto wyliczyło ten koszt na podstawie normalnych stawek za obsługę statków przypływających do szczecińskiego portu. Urzędnicy deklarują, że gmina będzie je negocjować, a nawet organizować przetargi na obsługę holowników i pilotów. Jak dotąd jednak żadna procedura w tej sprawie nie została uruchomiona. „Przyjazny port" zakłada też promowanie Szczecina jako miasta chętnie przyjmującego żeglarzy, uruchomienie specjalnej strony internetowej i organizowanie pokazów na imprezach żeglarskich. Urzędnicy twierdzą, że choć program będzie uruchomiony późno to nie zaszkodzi to całej idei. - Bez sformalizowanej drogi miasto już od pięciu lat opłaca przypływające jednostki żaglowe - mówią pracownicy magistratu. - To prawda, że dotąd były to pojedyncze jednostki, ale metoda finansowania ich pobytu jest znana. Nawet jeśli Szczecin uruchomi program to będzie musiał stawiać przy cudzych nabrzeżach. Przy Wałach Chrobrego do gminy należy tylko skrawek pod Trasą Zamkową. Reszta jest w rękach spółek Polsteam. Od roku trwają rozmowy na temat wykorzystania nabrzeży. Ostatnio prawnicy zaczęli analizować umowy, dzięki którym firmy weszły w posiadanie nadwodnych nieruchomości. Miasto rozważa bowiem próbę odzyskania nabrzeży na drodze prawnej. Artur Ratuszyński
Gazeta Wyborcza: Dorsze latem nielegalne
akr 2008-04-23, ostatnia aktualizacja 2008-04-23 19:36
Do rezygnacji z jedzenia nielegalnie łowionych ryb ekolodzy będą namawiać wypoczywających nad morzem turystów
- W czasie wakacji wzdłuż wybrzeża przemieszczać się będzie nasza wystawa wraz z wolontariuszami, którzy opowiedzą o fatalnych skutkach nielegalnych połowów - zapowiada Jakub Szumin z Federacji Zielonych Gaja, która organizuje przedsięwzięcie. - Chcemy, by turyści zwrócili uwagę na to, jaką rybę dostają w smażalni. Podejrzenia powinien wzbudzić np. filet z dorsza mniejszy niż 20 cm. Jeśli sprzedawca będzie nas zapewniał, że "jest prosto z sieci", to tak jakby przyznał się do przestępstwa. Przez całe wakacje dorsza łowić nie wolno.
2008-04-24 Czwartek
Gazeta Wyborcza: Kpt. Folta na czele rady pracowniczej PŻM
mpr 2008-04-24, ostatnia aktualizacja 2008-04-24 15:49
Kapitan ż.w. Mirosław Folta został dziś wybrany przewodniczącym Rady Pracowniczej Polskiej Żeglugi Morskiej
Wyboru dokonała nowo wybrana rada pracownicza. W marcowych wyborach do rady kpt. Folta otrzymał najwięcej głosów spośród ponad setki kandydatów. Głosowało na niego 425 pracowników. W PŻM - niepisanym zwyczajem jest wybieranie na stanowisko przewodniczącego właśnie tego, na kogo załoga odda najwięcej głosów. Tak się stało i tym razem.
Folta pełnił już funkcję przewodniczącego Rady w latach 2002-2006. Rada Pracownicza PŻM składa się z 25 osób, w tym 18 z załóg pływających oraz 7 pracowników lądowych. Wybierana jest przez pracowników PŻM w tajnych wyborach. Członkiem rady może zostać każdy zatrudniony przez co najmniej 2 lata pracownik PŻM oprócz dyrektora naczelnego, jego zastępcy, głównego księgowego, radcy prawnego, kierowników działów i ich zastępców a także osób oddelegowanych do pracy poza przedsiębiorstwem na okres ponad pół roku.
Kadencja Rady Pracowniczej trwa dwa lata. Przewodniczący Rady może pełnić swoją funkcję przez dwie kolejne kadencje, ale po dwuletniej przerwie, może ponownie ubiegać się o wybór na stanowisko przewodniczącego. Rada Pracownicza PŻM decyduje m.in. o powołaniu i odwołaniu dyrektora naczelnego oraz członków ścisłego kierownictwa firmy. Podejmuje także, na wniosek dyrektora naczelnego, decyzje i opinie odnośnie budżetu przedsiębiorstwa, zmian w strukturze organizacyjnej firmy, nowych inwestycji, sprzedaży statków, likwidacji środków trwałych itd.
Rzeczpospolita: Siedem państwowych portów strajkuje
ika 23-04-2008, ostatnia aktualizacja 23-04-2008 11:12
W siedmiu państwowych francuskich portach rozpoczął się 24-godzinny strajk w proteście przeciwko rządowym planom prywatyzacji obsługi przewozów towarowych. Kilka statków zablokowało nabrzeże największego francuskiego terminalu naftowego Fos-Lavera w Marsylii, głównego portu przeładunkowego zboża w Rouen i porty przeładunkowe w Dunkierce i Hawrze - poinformował Reuters. Od wtorku w Fos-Lavera zablokowanych jest 26 jednostek - w tym cztery chemikaliowce i 18 tankowców. Francuski sekretarz stanu ds. transportu Dominique Busserau powiedział w środę, że planowana reforma pozwoli na stworzenie nowych miejsc pracy i polepszy funkcjonowanie portów.
Portal Morski: PDVSA przejmuje lokalną stocznię Opublikowano: 24 kwietnia, 2008
Petroleos de Venezuela SA (PDVSA), rządowy koncern energetyczny z Wenezueli, przejęł od państwa lokalną stocznię Diques y Astilleros Nacionales CA, jako część rządowego planu budowy tankowców i platform wiertniczych. Stocznia początkowo będąca pod kontrolą Ministerstwa Obrony Narodowej Wenezueli została przekazana rządowym dekretem opublikowanym do publicznej wiadomości w gazecie. PDVSA chce rozbudować swoją flotę, obecnie dwa tankowce są już budowane w Argentynie, jednak zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami firma chce budować swoje statki lokalnie. Media w Wenezueli donoszą, że przejętej stoczni w budowie tankowców ma udzielić pomocy Iran.
Portal Morski: Volga-Baltic zamawia nowe statki Opublikowano: 24 kwietnia, 2008
Firma Volga-Baltic zarządzająca armatorami North Western Shipping oraz Volga Shipping złożyła zamówienia w stoczni Hyundai w Południowej Korei na 10 rzeczno-morskich masowców, 5000 DWT każdy. Kontrakt wart jest 125 mln $. Pierwsza jednostka z serii zostanie przekazana do armatora w marcu 2010 roku. Złożone właśnie zamówienie to program odnowy i wymiany starego tonażu na nowszy i bardziej efektywny, ponieważ obecnie średni wiek posiadanych przez North Western Shipping statków wynosi 25 lat.
Puls Biznesu: Rybacy chcą zniesienia nowego systemu połowów dorsza
PAP 24.04.2008 20:48
Siedem obradujących w Kołobrzegu (Zachodniopomorskie) rybackich organizacji zażądało w czwartek od ministra rolnictwa natychmiastowego wycofania rozporządzenia o ograniczeniu połowów dorsza na Bałtyku.
Chodzi o opublikowane w Dzienniku Ustaw nr 66 rozporządzenie z 18 kwietnia, wprowadzające czasowo nowy system połowów. Polega on na tym, że rybacy mogą wychodzić w morze na 5 dni wymiennie co drugi tydzień. Oznacza to, że kiedy połowy będą prowadzić jednostki, dla których macierzystym portem jest Ustka (Pomorskie) i porty leżące na zachód od niej, statki z portów na wschód od Ustki muszą stać przy kei. Kiedy połowy zaczną jednostki z portów na wschód od Ustki, zakaz wychodzenia w morze mają jednostki z Ustki i portów położonych na zachód od niej.
Taka organizacja połowów ma zapobiec odłowieniu więcej dorsza niż przyznany Polsce przez Komisję Europejską na ten rok limit 12,5 tys. ton. Faktycznie do wyłowienia jest 11,7 tys. dorsza, bo 800 ton Polska musi oddać jako spłatę ubiegłorocznego tzw. przełowienia. Tegoroczny limit dorsza rybacy powinni wykorzystać w proporcjach: 35 proc. od 1 stycznia do 31 marca; 35 proc. od 1 kwietnia do 30 czerwca; 30 proc. od 1 września do 31 grudnia. System "5 dni w porcie, 5 dni w morzu", który nie dotyczy jednostek o długości do 10 metrów, mieli zaproponować wiceministrowi sami rybacy na spotkaniu 11 kwietnia w Warszawie.
Jednak - jak mówili w czwartek - poczynione wówczas ustalenia nie obejmowały zapisanego w rozporządzeniu okresu od 22 kwietnia do 30 września. Rybacy twierdzą, że nie zgodzili się na ograniczenia połowowe we wrześniu, zaś zgoda na czerwiec była warunkowana wprowadzeniem systemu rekompensat. W przyjętej w czwartek uchwale środowisko rybackie domaga się od ministerstwa rolnictwa także opracowania do 31 maja "krajowego planu dostosowania nakładu połowowego do zasobów będącego podstawą do wypłaty rekompensat z tytułu czasowego zawieszenia połowów dorsza i projektu wysokości tych rekompensat". Rybacy żądają także powołania specjalnej komisji w strukturach Unii Europejskiej do prawidłowego oszacowania zasobów Morza Bałtyckiego.
W uchwale zapowiedzieli, że w przypadku niespełnienia ich postulatów, "rozpoczną połowy zgodnie z przepisami KE", co oznacza nierespektowanie rozporządzenia resortu z 18 kwietnia. Pod uchwałą podpisały się: Kołobrzeska Grupa Producentów Ryb, Stowarzyszenie Armatorów Rybackich, Krajowa Izba Producentów Ryb w Ustce (Pomorskie), Stowarzyszenie Armatorów Łodziowych w Kołobrzegu, Organizacja Producentów Rybnych z Władysławowa (Pomorskie), Związek Rybaków Polskich z Ustki i Zrzeszenie Rybaków Morskich - Organizacji Producentów z Władysławowa. Natomiast zrzeszeni w powołanym niedawno Komitecie Protestacyjnym Rybaków Łodziowych armatorzy mniejszych jednostek zagrozili, że w przypadku braku rekompensat za ograniczenia, gotowi są zablokować porty. Z informacji przedstawionych na początku kwietnia przez odpowiadającego za rybołówstwo wiceministra Kazimierza Plocke wynika, iż według oficjalnych danych w I kwartale br. rybacy wyłowili 31 proc. całej przyznanej nam kwoty dorsza; z przeprowadzonych kontroli wynika zaś, że faktyczne połowy są o 90 proc wyższe od deklarowanych. (PAP)
Głos Szczeciński: Szczecin > Rybacy zablokują port? 24 kwietnia 2008 - 17:30
Zachodniopomorscy rybacy skupili się w komitecie protestacyjnym, który zawiązał się dziś w Kołobrzegu. Zdesperowani łowcy chcą w ten sposób zintensyfikować swoje na działania mające na celu uzyskać – jak twierdzą – godne odszkodowania za uniemożliwienie im połowów dorszy na Bałtyku. Komitet liczy już blisko 60 właścicieli kutrów. Rybacy nie wykluczają, że w razie fiaska rozmów z rządem zablokują największe porty na Bałtyku, także Szczecin i Gdańsk. – Gotowość do takich działań potwierdził szef komitetu Witold Iwan. Także w Kołobrzegu spotkali się dziś przedstawiciele kilku rybackich organizacji związkowych. Rybacy radzą nad wspólną strategią wobec aktualnej sytuacji w rybołówstwie. Ich zdaniem, najważniejsze są teraz odszkodowania za zakaz poławiania dorsza.
MI: PKP wyjeżdża na prostą
PKP1.JPG W ubiegłym roku przychody Grupy PKP wyniosły 11 mld 296 mln zł. Oznacza to, że pierwszy raz w historii Grupa PKP osiągnęła skonsolidowany zysk. W wyniósł on 77 mln złotych. Minister Infrastruktury Cezary Grabarczyk podkreślił, że 2007 rok był siódmym, w którym prowadzono restrukturyzację Grupy PKP. „Sukcesem jest to, że firma osiągnęła zysk pomimo coraz silniejszej konkurencji na rynku przewozów kolejowych” – powiedział szef resortu.
Na dziesięć spółek Grupy PKP, dziewięć osiągnęło w ubiegłym roku zysk. Rekordowy był również poziom inwestycji - 3 mld 594 mln zł - największy od kilkunastu lat. Ponad 67% wydanych funduszy Grupa PKP zainwestowała w modernizację dróg kolejowych, około 20% wykorzystano na modernizację i zakup nowego taboru kolejowego.
Osiągnięty w 2007 roku wynik finansowy to, według Prezesa Zarządu PKP SA Andrzeja Wacha, między innymi zasługa mniejszych kosztów. Zmniejszono je w ciągu roku o 600 mln zł. Zysk został osiągnięty również za sprawą większej ilości przewożonych pasażerów, których liczba wzrosła o 8 mln w porównaniu do 2006 roku. Z usług przewoźników znajdujących się w Grupie PKP skorzystało w zeszłym roku 227 milionów klientów. „Świadczy to o tym, że pasażerowie wracają na kolej” – ocenił Minister Infrastruktury Cezary Grabarczyk. Istotne znaczenie dla wzrostu przewiezionych pasażerów miało także większe zaangażowanie samorządów województw w finansowanie tych połączeń regionalnych, które zostały przez samorządy zamówione, mimo że są deficytowe.
W 2007 roku Grupa PKP zmniejszyła zatrudnienie o 3 tysiące etatów - do 123 tysięcy zatrudnionych osób. Rekordowy był poziom wydatków inwestycyjnych Grupy PKP – 3 mld 594 mln złotych. W 2006 roku inwestycje miały wartość 1 mld 930 mln złotych. Środki na inwestycje pochodziły w większości ze środków: Unii Europejskiej, własnych i budżetu Państwa. Spośród przewoźników towarowych PKP Cargo zanotowało spadek przewożonych ładunków o 2,8%, zaś PKP LHS przewiózł najwięcej w swojej historii (8,6 mln ton, 17% niż rok wcześniej).
W 2008 roku Grupa PKP będzie dążyć do wyniku finansowego na podobnym poziomie. W tym roku dziesięć spółek tworzących Grupę koncentruje się na: realizacji planowanych inwestycji w dworce kolejowe, drogi kolejowe oraz tabor kolejowy, przygotowaniach do prywatyzacji spółek PKP Intercity i PKP CARGO. Bardzo istotne znaczenie będzie miał również proces usamorządowienia spółki PKP Przewozy Regionalne i trwająca od kilku lat współpraca z samorządami dotycząca dworców kolejowych i nieruchomości. Planowanym zmianom ma towarzyszyć dalszy wzrost liczby przewożonych pasażerów i wzrost tonokilometrów transportowanych towarów.
Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Infrastruktury Juliusz Engelhardt przypomniał, że na 25 kwietnia br. zaplanowane jest w Sejmie omówienie sprawozdania Komisji Infrastruktury oraz Komisji Skarbu Państwa o rządowym projekcie nowelizacji ustawy o komercjalizacji, restrukturyzacji i prywatyzacji przedsiębiorstwa państwowego „Polskie Koleje Państwowe” i trzecie czytanie tej ustawy, w tym głosowanie.
wp.pl: Polskie Koleje Państwowe zaczęły zarabiać!
czwartek 13:50 24.04.2008
Po raz pierwszy od 1989 roku Grupa PKP w 2007 roku osiągnęła zysk. Wyniósł on 77 milionów złotych. Na dziesięć spółek grupy dziewięć osiągnęło zysk. W zeszłym roku rekordowy był również poziom inwestycji - wyniósł blisko 3 miliardy 600 milionów złotych, czyli najwięcej od kilkunastu lat. Osiągnięty w zeszłym roku zysk to zasługa między innymi mniejszych kosztów - w ciągu roku spadły one o 600 milionów złotych. Zysk osiągnięto również za sprawą większej ilości przewożonych pasażerów, których liczba wzrosła o 8 milionów w porównaniu z rokiem 2006. W 2007 roku Grupa PKP zmniejszyła zatrudnienie o 3 tysiące etatów do 123 tysięcy osób. W tym roku Grupa PKP będzie dążyć do uzyskania podobnych wyników finansowych.
bankier.pl: Transport: MI: będzie obniżka opłat za przejazd A1 24.4.Warszawa (PAP)
- Do końca kwietnia ministerstwo infrastruktury (MI) podejmie decyzję w sprawie obniżenia opłat za przejazd odcinkiem autostrady A1 ze Swarożyna do Rusocina - zapowiedział wiceminister infrastruktury Tadeusz Jarmuziewicz. Jarmuziewicz odpowiadał w czwartek w Sejmie na pytanie Jacka Kurskiego (PiS), którego zdaniem aktualna opłata w wysokości 6,70 zł za 25 km "jest horrendalna". Dla mieszkańca Kociewia codziennie dojeżdżającego do Gdańska, wydatek za używanie tej drogi wynosi 300 zł miesięcznie - mówił Kurski. Jak poinformował Jarmuziewicz, aktualna stawka za przejazd A1 wynosi 27 groszy za kilometr. Do końca kwietnia ma być podjęta decyzja, jaka ma być nowa, obniżona stawka. Brane są pod uwagę kwoty: 10, 15 albo 20 groszy za kilometr. Odcinek A1, prowadzący z podgdańskiego Rusocina do Swarożyna, został oddany do użytku 22 grudnia ubiegłego roku. Przez pierwsze 60 dni (do 20 lutego) trasą tą można było jeździć bezpłatnie. Budowany jest już kolejny, 65-kilometrowy odcinek A1 - ze Swarożyna do Nowych Marzów pod Grudziądzem. Powinien on zostać oddany do użytku w listopadzie tego roku. (PAP) lb/ je/ jbr/
2008-04-25 Piątek
Portal Morski / Dziennik Bałtycki: 1 maja rozpoczyna się w Gdyni sezon wielkich statków wycieczkowych
Opublikowano: 25 kwietnia, 2008
Na "Queen Elizabeth 2" pływali członkowie brytyjskiej rodziny królewskiej z królową matką i jej wysokością Elżbietą II na czele. Rejs tym wycieczkowcem odbyli m.in. sułtan Brunei, król Jordanii, Mick Jagger, Elton John, Yoko Ono, Burt Lancaster. Na "Queen Mary 2" gościli Frederick Forsyth, George Bush, Donald Trump, Hilary Clinton. Czy ktoś znany przypłynie w maju do Gdyni na pokładzie "Queen Victorii"? Tego nikt nie ujawni, ale popularne nazwiska rozpalają wyobraźnię, bowiem "Queen Vitoria" to najmłodsze dziecko Cunard Line, armatora 39-letniej "Queen Elizabeth 2" i 4-letniej "Queen Mary 2", a wkrótce też "Queen Elizabeth 2010", czyli najbardziej luksusowych liniowców świata.
"Queen Victoria", którą w Gdyni w podziwiać będzie można trzykrotnie (31 maja, 3 i 22 lipca) jest następczynią "Queen Elizabeth 2", która kończy morską karierę. Jest najnowszym i jednym z najbardziej komfortowych wycieczkowców świata oraz największym statkiem pasażerskim typu panamax, zdolnym do przepłynięcia Kanału Panamskiego. Zbudowała go włoska stocznia Fincantieri Cantieri Navali SpA za 450 mln euro. Jego chrzest odbył się 10 grudnia ub.r. w Southampton, a matką została Camilla Parker Bowles, żona następcy brytyjskiego tronu. Wielkość "QV" poraża, jest porównywalna z wysokością 20-piętrowego wieżowca. Mierzący 294 m długości i ważący 90 tys. ton kolos na 16 pokładów zabiera 2014 pasażerów w 1007 kabinach. Meble wykonano z egzotycznych gatunków drewna, lustra z kryształu górskiego, a podłogi z marmuru. Na statku są atrakcje niespotykane na innych liniowcach, m.in. prywatne loże w trzypiętrowym Royal Court Theatre, pierwsze na świecie pływające muzeum, dwupiętrowa biblioteka z drewnianą boazerią i 6 tysiącami wolumenów z całego świata oraz pięknymi spiralnymi schodami, konserwatorium w stylu kolonialnym z fontanną tonącą w zieleni i ruchomym szklanym dachem, trasa do joggingu, czy sekretna wiktoriańska alkowa.
– "QV" zawinie do Gdyni w drodze z Tallina, wcześniej zaliczając m.in. Oslo, Kopenhangę, Sztokholm – mówi Grzegorz Sielatycki, rzecznik Zarządu Morskiego Portu Gdynia. – Rozpiętość cen za 15-dniowy rejs jest szeroka - od 3 do 31 tys. euro.
"QV" będzie 15 statkiem, który w tym sezonie odwiedzi gdyński port. Wycieczkowce przybędą do nas tego lata 87 razy (w ub.r. było ich tyle samo), na ich pokładach przypłynie ponad 100 tys. pasażerów głównie z Europy Zachodniej i USA. Gdynia jest w tym względzie polskim potentatem, choć podobne statki zawijają też do Szczecina i Gdańska. Cykl wizyt w Gdyni rozpocznie 1 maja 251-metrowa "MCS Opera" bandery panamskiej, a jako ostatni 25 września zawinie "Empress" z Malty, który ma gościć w porcie najczęściej, bo 18 razy. Przypłyną też m.in. maltański trójmasztowy żaglowiec "Sea Cloud" i po raz ostatni przed wycofaniem z eksploatacji "Maxim Gorky" - niegdyś największy radziecki wycieczkowiec, na którego pokładzie doszło do historycznego spotkania Gorbaczowa z Reaganem.
To, że Gdynię odwiedza wiele wycieczkowców jest m.in. zasługą Baltic Cruise Projekt, przedsięwzięcia współfinansowanego przez Unię Europejską, a mającego na celu zwiększenie atrakcyjności regionu Morza Bałtyckiego wśród armatorów i turystów. Uczestnikami programu są, oprócz Gdyni: Kopenhaga, Helsingborg, Helsinki, Kalmar, Karlskrona, Klajpeda, Malmö, Oslo, Ryga, Rostock, St. Petersburg, Sztokholm, Talin, Turku oraz Visby. - Wycieczkowce to zysk dla portu, Gdyni i regionu - cieszy się Janusz Jarosiński, wiceprezes gdyńskiego portu. - Każdy statek uiszcza opłaty portowe w zależności od wielkości i liczby pasażerów. Największe płacą za postój nawet 11 tys. euro. Korzyści czerpią shipchandlerzy, agenci, firmy turystyczne. Poza tym każdy turysta zostawia u nas pieniądze. To bardzo opłacalny interes.
Niestety, statków nie będzie można zwiedzać. Podyktowane jest to względami bezpieczeństwa. Będzie można je oglądać z zewnątrz. Największe (powyżej 250 m długości) staną przy nabrzeżu Francuskim, mniejsze przy Polskim i Pomorskim. W tym czasie dla pasażerów organizowane są wycieczki do Gdańska, Malborka, na Kaszuby.
Obejrzyj statki cumujące w Gdyni
MAJ
• 1 maja, godz. 14-20 MSC OPERA, Panama dł. 251,25 m
• 3 maja, godz. 5-17 MONA LISA, Wyspy Bahama, dł. 201,23 m
• 15 maja, godz. 8-20 ASTORIA, Wyspy Bahama, dł.164,35 m
• 16 maja, godz. 13-19 AURORA, Wielka Brytania, dł. 270 m
• 19 maja, godz. 8-13 DELPHIN, Malta, dł. 157 m
• 21 maja, godz. 8-18 AIDAbella, dł. 252 m, • godz. 8-18 DELPHIN VOYAGER Wyspy Bahama, dł. 174 m, • godz. 7-13 DISCOVERY, Bermudy, dł. 168,74 m
• 22 maja, godz. 13-19 COSTA MARINA, Włochy, dł. 175 m
• 23 maja, godz. 13-20 VISTAMAR, St. Vincent, dł. 117,4 m
• 25 maja, godz. 13.30-20 EMPRESS, Malta, dł. 211 m
• 27 maja, godz. 9-18 CROWN PRINCESS, Bermudy, dł. 288,63 m
• 28 maja, godz. 7-13 DELPHIN, Malta, dł. 157 m
• 31 maja, godz. 6.30-14 QUEEN VICTORIA, Wielka Brytania, dł. 294 m, • godz. 8-18 AIDAbella, dł. 252 m
CZERWIEC
• 1 czerwca, godz. 8-20 C. COLUMBUS, Wyspy Bahama, dł. 145 m
• 3 czerwca, godz. 8-14 ASTOR, Wyspy Bahama, dł. 176,20 m
• 5 czerwca, godz. 14.30-20 EMPRESS, Malta, dł. 211,00
• 6 czerwca, godz. 7-12 OCEAN MONARCH, Portugalia, dł. 163 m, • godz. 9-18 CROWN PRINCESS, Bermudy, dł. 288,63
• 7 czerwca, godz. 8-17 SEA CLOUD II Malta, dł. 117 m
• 8 czerwca, godz. 13.30- 20 EMPRESS Malta, dł. 211 m, • godz. 8-13 DELPHIN, Malta, dł. 157 m
• 10 czerwca, godz. 8-18 AIDAbella, dł. 252 m
• 12 czerwca, godz. 8-14 DELPHIN VOYAGER, Wyspy Bahama, dł. 174 m
• 14 czerwca, godz. 9-19 AMADEA, Wyspy Bahama, dł. 190 m
• 16 czerwca, godz. 7-12 OCEAN MONARCH, Portugalia, dł. 163 m, • godz. 9-18 CROWN PRINCESS, Bermudy, dł. 288,63 m
• 19 czerwca, godz. 14.30-20 EMPRESS, Malta, dł. 211 m
• 20 czerwca, godz. 8-18 AIDAbella, dł. 252 m
• 22 czerwca, godz. 13.30-20 EMPRESS, Malta, dł. 211 m
• 26 czerwca, godz. 9-18 CROWN PRINCESS, Bermudy, dł. 288,63 m
• 30 czerwca, godz. 8-18 AIDAbella, dł. 252 m
LIPIEC
• 1 lipca, godz. 14.30-21 FUNCHAL, Portugalia, dł. 152,65, • godz. 7-13 DISCOVERY, Bermudy, dł. 168,74 m
• 3 lipca, godz. 8.30-16 QUEEN VICTORIA, Wielka Brytania, dł. 294 m, • godz. 14.30-20 EMPRESS, Malta, dł. 211 m
• 5 lipca, godz. 9-23 MONA LISA, Wyspy Bahama, dł. 201,23 m
• 6 lipca, godz. 9-16 CROWN PRINCESS, Bermudy, dł. 288,63, • godz. 13.30-20 EMPRESS, Malta, dł. 211 m
• 7 lipca, godz. nieznane THOMSON CELEBRATION, Antyle Holenderskie, dł. 214,66 m
• 8 lipca godz. 13-19 COSTA MARINA, Włochy, dł. 175 m
• 10 lipca, godz. 8-18 AIDAbella, dł. 252 m, • godz. 12.30-18 ORIANA, Bermudy, dł. 261m
• 16 lipca, godz. 9-18 CROWN PRINCESS, Bermudy, dł. 288,63 m
• 17 lipca, godz. 14.30-20 EMPRESS, Malta, dł. 211 m
• 18 lipca, godz. 7-12 OCEAN MONARCH, Portugalia dł. 163 m
• 20 lipca, godz. 8-18 AIDAbella, dł. 252 m, • godz. 13.30-20 EMPRESS, Malta dł. 211m
• 22 lipca, godz. 9-17 CONSTELLATION, Bahama, dł. 294 m, • godz. 6.40-14 QUEEN VICTORIA, Wielka Brytania, dł. 294 m
• 23 lipca, godz. 8-13 ADRIANA, St.Vincent, dł. 104 m
• 26 lipca, godz. 9-16 CROWN PRINCESS, Bermudy, dł. 288,63 m
• 28 lipca, godz. 7-13 MONA LISA, Wyspy Bahama, dł. 201,23 m
• 30 lipca, godz. 8-18 AIDAbella, dł. 252 m, • godz. 13-19 COSTA MARINA, Włochy, dł. 175 m
• 31 lipca, godz. 14.30-20 EMPRESS, Malta, dł. 211 m
Również w sierpniu i wrześniu do Gdyni zawijać będą wycieczkowce. Na ogół będą to te same statki, które odwiedzą Gdynię między majem, a lipcem.
Beata Jajkowska
Spedycje.pl: Dobry rok portu Szczecin
piątek, 25. kwietnia 2008 , 07:45
Rok 2007 był bardzo dobry dla Zarządu Morskich Portów Szczecin i Świnoujście. Zakończył się zyskiem w wysokości prawie 26 mln zł. Tak dobrego wyniku nie było od wielu lat. To efekt redukcji kosztów, zmiany struktury przeładunków i wpływów ze sprzedaży udziałów w portowych spółkach. ZMPSiŚ jako pierwszy w kraju zakończył prywatyzację portowych spółek eksploatacyjnych. Obecnie na terenie portu funkcjonują podmioty prywatne, w których udziałowcami są firmy liczące się na rynku logistycznym. W portach Szczecina i Świnoujścia od paru lat wzrasta ilość przeładowywanych kontenerów. W zeszłym roku było ich ponad 56 tysięcy, o 30 procent więcej niż rok wcześniej. W kolejnych latach kontenerów będzie jeszcze więcej. Po pierwsze ukończona została budowa nowego terminalu kontenerowego a po drugie Szczecin jako port feederowy (dowozowy) ma specjalny amerykański certyfikat bezpiecznego transportu kontenerów (CSI). Oprócz Szczecina taki certyfikat posiada w Europie port feederowy w Salerno we Włoszech. W minionym roku więcej przeładowano też drobnicy, za to mniej zboża, rudy żelaza i węgla. W sumie przez oba porty przeszło ponad 19 mln ton ładunków. - Co plasuje nas na czwartym miejscu wśród portów bałtyckich, po St. Petersburgu, Lubece i Gdyni – zaznacza Janusz Catewicz, prezes ZMPSiŚ. Dobre wyniki ekonomiczne portów ujścia Odry pozwalają na kontynuowanie inwestycji. W tym roku w planach jest budowa trzech magazynów w Szczecinie do składowania stali, papieru i zboża oraz dużego magazynu zbożowego w Świnoujściu. Jednakże inwestycje najważniejsze będą w Terminalu Promowym w Świnoujściu. Armatorzy promów potrzebują znacznie większych nabrzeży. To, które powstanie będzie miało prawie ćwierć kilometra długości. źródło: Głos Szczeciński
Portal Morski: VLCC Takayama zaatakowany przez piratów Opublikowano: 25 kwietnia, 2008
21 kwietnia u wybrzeży Somalii został zaatakowany VLCC Takayama, tankowiec należący do japońskiego armatora NYK. Grupa silnie uzbrojonych piratów m.in. w broń automatyczną oraz wyrzutniki granatów po osłoną nocy, ok. godziny 2:30, zaatakowała statek na wodach Zatoki Aden w odległości ok. 270 Mm od brzegu. W wyniku incydentu tankowiec został uszkodzony (wszelkie rozszczelnienia kadłuba zostały tymczasowo naprawione przez załogę), jednak nie było ofiar śmiertelnych wśród załogi.
Gazeta Wyborcza: Będzie taniej na A1
Michał Tusk 2008-04-24, ostatnia aktualizacja 2008-04-24 20:56
- 1 maja obniżymy ceny za przejazd autostradą o 10-12 groszy na kilometrze - zapowiedział w czwartek wiceminister infrastruktury Tadeusz Jarmuziewicz . Kłótnia o opłaty na 25-kilometrowym odcinku Gdańsk-Tczew wybuchła 21 lutego, gdy rząd ogłosił koszt przejazdu trasą. Wybrał najwyższą możliwą stawkę - 27 gr za kilometr. Na króciutką podróż A1 kierowcy musieli więc wydać 6,70 zł. O tym, że taka cena jest za wysoka, mówili wszyscy - od polityków PiS, przez samorządowców PO i kierowców, po wykonawcę autostrady - firmę GTC. Miesiąc temu do tego grona dołączyli urzędnicy z Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, którzy zaplanowali na ten rok remont równoległej do A1 krajowej trasy nr 1 (autostrada jest najwygodniejszą alternatywą dla "jedynki"). Minister infrastruktury Cezary Grabarczyk był jednak nieugięty. Remont "jedynki" ruszył na początku kwietnia, a w Warszawie ciągle trwały konsultacje z Ministerstwem Finansów w sprawie wysokości opłat. Aby ułatwić urzędnikom ze stolicy podjęcie decyzji, marszałek Jan Kozłowski zamówił nawet w Pracowni Badań Społecznych sondaż wśród kierowców, który miał wskazać optymalną dla wszystkich stron cenę. Ankieterzy mają się pojawić na węźle w Rusocinie oraz na równoległych do autostrady drogach w sobotę. Po czwartkowych wydarzeniach w Sejmie ich praca pójdzie na marne. Na porannym posiedzeniu pytanie o opłaty za A1 zadał poseł PiS Jacek Kurski. Obecny na sali wiceminister infrastruktury Tadeusz Jarmuziewicz w odpowiedzi ujawnił, że obniżka będzie, i to w najbliższych tygodniach: - Wyniesie 10, 15, a może 20 gr na kilometrze - mówił minister. Po południu w rozmowie z "Gazetą" Jarmuziewicz doprecyzował: - Obniżymy cenę o 10-12 gr. Nowe stawki wejdą w życie 1 maja. To najbliższy możliwy termin i z pewnością ułatwi życie wszystkim tym, którzy na długi weekend wyjadą z Trójmiasta albo do niego przyjadą. Jak w praktyce przełoży się to na koszty ponoszone przez kierowców? Myto za przejazd całego odcinka spadłoby do ok. 3,90 zł. - To jest cena, która ma już jakiś sens - uważa Zbigniew Tamka, kierowca seata, którego spotkaliśmy na krajowej "jedynce" w Pszczółkach. - Szkoda tylko, że tyle trzeba było czekać na odruch rozsądku. Marszałek Jan Kozłowski: - Ruch w dobrą stronę. Spodziewałem się, że zapłacimy 10 gr za kilometr, ale lepsze to niż nic.
wp.pl: Amerykański statek ostrzelał jednostkę irańską
PAP Piątek, 25 kwietnia 2008
Statek towarowy zakontraktowany przez wojska USA oddał na wodach Zatoki Perskiej strzały w kierunku małej jednostki pływającej, jak się przypuszcza, irańskiej - informuje w piątek Reuters, powołując się na przedstawicieli amerykańskiego resortu obrony. Podano, że chodzi o statek morskiej służby transportowej sił USA i że do zajścia doszło w czwartek rano.
Zdołaliśmy uniknąć poważnego incydentu, trzymając się obowiązujących nas procedur - powiedziała rzeczniczka Piątej Floty USA Lydia Robertson. Amerykański statek towarowy "Westward Venture" znajdował się na wodach międzynarodowych, gdy zbliżyły się do niego dwie niezidentyfikowane małe jednostki pływające. Amerykanie przekazali przez radio standardowe żądanie zidentyfikowania się, ale bez rezultatu - relacjonowała Lydia Robertson. Z amerykańskiego statku odpalono racę, ale małe jednostki nadal się zbliżały. Wtedy ochrona "Westward Venture" oddała strzały ostrzegawcze - "kilka serii" z karabinu maszynowego. Wkrótce potem małe jednostki odpłynęły - powiedziała Robertson. Reuters pisze, powołując się na anonimowego przedstawiciela resortu obrony USA, że "przypuszcza się", iż były to jednostki irańskie. W styczniu Waszyngton poinformował, że kutry irańskiej Gwardii Rewolucyjnej "niepokoiły i prowokowały" okręty amerykańskie w cieśninie Ormuz między Iranem a Półwyspem Arabskim, łączącej Zatokę Perską z oceanem. Amerykanie byli wtedy bliscy otwarcia ognia, ale jednostki irańskie wycofały się. Cieśnina Ormuz jest jednym z najistotniejszych naturalnych zwężeń na szlakach transportu ropy naftowej. Przez jej wody przepływa około 40% światowych dostaw morskich tego surowca. Stany Zjednoczone przestrzegły Iran przed konsekwencjami, gdyby taki incydent miał się powtórzyć. (bart)
2008-04-26 Sobota
wnp.pl:Bez deklaracji rządu w sprawie stoczni trudno mówić o konkretach
wnp.pl (Renata Dudała) 26.04.2008 11:19
- Restrukturyzacja ma poprawić wyniki, a nie pozostawać ostatnią deską ratunku dla zakładu - mówi dla portalu wnp.pl Przemysław Sztuczkowski, prezes zarządu Złomreksu SA.
Na jakim etapie jest sprawa przejęcia przez Złomrex Stoczni Gdynia?
- Sądzę, że w najbliższych tygodniach powinno się wyjaśnić, co dalej ze stoczniami i jakie plany względem nich ma właściciel stoczni czyli skarb państwa. Złożyliśmy ofertę Stoczni Gdynia. Termin wyłączności został przedłużony. Przygotowaliśmy program restrukturyzacji, wskazaliśmy warunki i oczekiwania wobec właściciela stoczni czyli resortu skarbu. Przedstawiliśmy też program inwestycyjny i określiliśmy nakłady niezbędne na ich wykonanie.
Obecnie "zderzamy" nasze programy z rzeczywistością czyli konfrontujemy je z opiniami i programami stoczni. Po tej dogłębnej analizie podejmiemy ostateczną decyzję, czy angażować się w prywatyzację stoczni czy też nie. Czekamy na ruch ze strony skarbu państwa, który powinien wypowiedzieć się co do przyszłości branży stoczniowej i sposobu jej prywatyzacji. Ponadto rozwiązać kwestię długów z przeszłości - jak w przypadku Stoczni Gdynia - czy możliwości dokapitalizowania stoczni. Bez takich deklaracji rządu trudno mówić o konkretach. Nie wyobrażam sobie, by kupować stocznię w sytuacji gdy kwestia zwrotu pomocy publicznej czy zasad konkurencyjności nie jest wyjaśniona. Bo nikomu nie zależy nam na jakichkolwiek problemach z Unią Europejską. Branża stoczniowa ma swoje problemy, których rozwiązanie generalnie nie należy do łatwych. Uważam, że restrukturyzacja ma poprawić wyniki, a nie pozostawać ostatnią deską ratunku dla zakładu.
Czy nie obawia się Pan problemów społecznych w stoczni?
- To naturalne, że gdy pojawia się nowy właściciel pracownicy mają obawy. Jednak w przypadku stoczni Gdynia nie widzę tego typu problemów. To oczywiste, że ludziom trzeba dobrze zapłacić za ich pracę. Wyjazd do Norwegii nie może być jedyną alternatywą dla pracującego w stoczni spawacza. Jestem po spotkaniu ze związkami zawodowymi i stwierdzam, że były to bardzo konkretne i merytoryczne rozmowy. Pracowników interesują inwestycje i zachowanie miejsc pracy. Podobne rozmowy prowadziłem w Stalowej Woli, gdy dokonywaliśmy akwizycji Huty Stali Jakościowych. I dzięki dojrzałości tamtejszych związków zawodowych udało się uniknąć nieporozumień i doprowadzić do satysfakcjonujących strony rozwiązań.
Gazeta Wyborcza: Dni Morza pod pełnymi żaglami
akr 2008-04-25, ostatnia aktualizacja 2008-04-25 19:36
Jedną z atrakcji tegorocznej imprezy będą dostępne dla wszystkich chętnych kilkugodzinne rejsy żaglowcami po Odrze. Miasto szykuje też Festiwal Ogni Sztucznych. Na liście jednostek, które na pewno przypłyną do Szczecina, jest ten wiekowy kuter "Greif", który gościł w naszym porcie podczas ubiegłorocznego finału regat. Dni Morza połączone z IV Zlotem Oldtimerów potrwają od 13 do 15 czerwca. Największym żaglowcem, jaki przypłynie do Szczecina, będzie "Dar Młodzieży" (który oldtimerem nie jest). I ta jednostka ma sprawić pierwszą niespodziankę. - Jeśli tylko nie będzie zbyt mocno wiać, szczecinianie zobaczą żaglowiec przy Wałach Chrobrego pod pełnymi żaglami - zapowiada Jerzy Raducha, kierownik biura ds. morskich w szczecińskim magistracie. Trzeba trzymać kciuki za powodzenie tego planu: widok fregaty z żaglami na tle Wałów z pewnością byłby niezwykle malowniczy. Szczególnie że szczecinianie będą mieli okazję podziwiać go z terenu Łasztowni. Tradycyjnie już dostaniemy się tam pontonowym mostem. Oprócz "Daru Młodzieży" do Szczecina zawinie około 30 mniejszych żaglowców: tych najbardziej urokliwych, liczących niekiedy 100 lat, pieczołowicie odrestaurowanych przez właścicieli. Dwa z nich, niemal 50-metrowe jednostki holenderskie "Loth Lorien" i "Mercedes", będą urządzać dwu-, trzygodzinne rejsy z chętnymi pasażerami. Armator tego ostatniego brygu nie wyklucza, że jeśli tylko uda się zdobyć zgodę Kapitanatu Portu, to przy sprzyjającej pogodzie rejsy na Odrze odbędą się pod żaglami. Miasto chce też w tym roku zainaugurować Festiwal Ogni Sztucznych. Zaplanowane zostały cztery pokazy przygotowane przez firmy z Kanady, Niemiec, Włoch i Polski.
Gazeta Wyborcza: W pożarze statku zginął człowiek
mt 2008-04-25, ostatnia aktualizacja 2008-04-25 21:14
Mieszkańcy Gdyni mogli się w piątek po południu czuć zaniepokojeni - tuż po godz. 14 nad portem pojawił się słup gęstego, ciemnego dymu. Palił się statek do przewozu samochodów remontowany w gdyńskiej Stoczni Marynarki Wojennej. - Ogień został zaprószony podczas prac remontowych w nadbudówce - mówi mł. kpt Paweł Wójcikiewicz, rzecznik prasowy komendanta gdyńskiej Straży Pożarnej. Zgłoszenie przyjęto o 14.05 - tuż po tym na miejscu pojawiły się pierwsze jednostki straży pożarnej - najpierw zakładowej, później również państwowej. - W akcji łącznie uczestniczyło 10 zastępów, czyli 35 osób - mówi Wójcikiewicz. Pożar ugaszono po godzinie. Potem strażacy rozpoczęli oddymianie statku i poszukiwania ewentualnych ofiar. Około godz. 17 nadal nieznane były losy jednego z członków załogi statku. Niestety koło godziny 19 okazało się że zginął jeden z członków załogi, narodowości ukraińskiej.
Dziennik Bałtycki: Tragedia w Stoczni Gdynia (uwaga mylący tytuł -chodzi o inna stocznię - przyp. LS)
Niemal czterdziestu strażaków walczyło w piątek po południu z pożarem statku w Gdyni. W płomieniach zginął 35-letni Ukrainiec.
Ofiara to marynarz, który znajdował się na remontowanym samochodowcu, reszcie załogi udało się uciec.
Straty nie są jeszcze znane, liczone będą jednak prawdopodobnie w milionach złotych. Spaliła się znaczna część nadbudówki jednostki. - Pożar wybuchł w momencie, gdy statek stał w suchym doku Stoczni Marynarki Wojennej - mówi Paweł Wójcikiewicz, rzecznik gdyńskich strażaków. - Od razu wysłaliśmy tam kilka wozów gaśniczych, bo gaszenie płomieni na statkach jest bardzo trudne. Łącznie w akcję przez kilka godzin, od godz. 14, zaangażowanych było 10 zastępów strażaków. Nasi ludzie ze względu na wysoką temperaturę i duże zadymienie pracowali w ubraniach żaroodpornych i aparatach powietrznych. Strażacy otrzymali informację od ekipy nadzorującej remont, że ze statku prawdopodobnie nie zdążyła ewakuować się jedna ze znajdujących się tam w momencie wybuchu pożaru osób. Te tragiczne wieści niestety potwierdziły się, bo po opanowaniu pożaru odnaleziono ciało Ukraińca. Akcja trwała do wieczora, potem statku pilnowali strażacy z zakładowej straży Stoczni Marynarki Wojennej. Chcieli mieć pewność, że ogień został do końca wygaszony i nie dojdzie do wybuchu kolejnego pożaru. Przyczyny wybuchu pożaru bada policja. Strażacy podejrzewają przypadkowe zaprószenie ognia podczas wykonywania prac remontowych. Straty oceni specjalna komisja. - POLSKA Dziennik Bałtycki
e-swinoujscie.pl: ŚWIĘTO KOMENDY PORTU WOJENNEGO
W 25 kwietnia 2008 r. odbyły się obchody związane z 43. rocznicą utworzenia Komendy Portu Wojennego Świnoujście. Do tradycji w jednostce należy zapraszanie na święto byłych komendantów, oficerów i podoficerów, którzy przez ponad 40 lat zostawili tu część swojego życia i rzemiosła wojskowego. Na uroczystej zbiórce, komendant portu kmdr Jarosław GROCHOWINA w rozkazie okolicznościowym podziękował kadrze, marynarzom i pracownikom wojska za trud i poświęcenie, którego nie szczędzą w codziennej służbie i pracy. Święto było okazją do nadania im wyróżnień i form uznania. Komendant portu wyróżnił m.in.: odznaką pamiątkową KPW – por. Cezarego Koperskiego, mł. chor. Roberta Walęckiego, st. bosm. Grzegorza Kuszyka; urlopem krótkoterminowym – p. Małgorzatę Jabłońską, kpt. Sławomira Lupa, mar. Jarosława Chojnickiego; godłem-logo KPW – por. Andrzeja Tomickiego, bosm. Annę Szynalik, st. bsmt. Aleksandra Kamińskiego; listem pochwalnym – bsmt. Mariusza Sikorowskiego, mar. Krzysztofa Stefaniaka. Z okazji Święta Komendy Portu Wojennego na jednostkach pływających podniesiono Wielką Galę Banderową, a w sobotę odbędzie się festyn rekreacyjno – sportowy dla kadry oraz pracowników wojska i ich rodzin. Komenda Portu Wojennego w Świnoujściu, utworzona 29 kwietnia 1965 r., jest bazą logistyczną 8. Flotylli Obrony Wybrzeża. Przeznaczona jest do zaopatrywania, wykonywania remontów, obsługi technicznej, konserwacji uzbrojenia i sprzętu oraz usług na rzecz zespołów i jednostek brzegowych flotylli, a także okrętów czasowo bazujących w świnoujskim Porcie Wojennym. W skład KPW Świnoujście wchodzą: Dywizjon Pomocniczych Jednostek Pływających, Warsztat Remontowy Techniki Morskiej, Batalion Ochrony i Obsługi oraz Komenda Punktu Bazowania Kołobrzeg. kmdr ppor. Artur WASIEWSKI rzecznik prasowy 8.FOW
NIE: Alleluja i cała naprzód
Czy dowódca Marynarki Wojennej zajmuje się torpedami, minami albo manewrami morskimi? Nie. Zajmuje się zmartwychwstaniem. Nie floty bynajmniej.
Pamiętacie to?
Morze, nasze morze
Będziem ciebie wiernie strzec,
Mamy rozkaz cię utrzymać,
Albo na dnie, na dnie twoim lec,
Albo na dnie z honorem lec, z honorem lec...
Skoro pamiętacie, to uprzejmie informuję, że dno udało się właśnie osiągnąć. Na najwyższym poziomie jest tylko dewocja prezentowana przez nowego (od listopada 2007 r.) dowódcę Marwoju. Na dowód pokazujemy życzenia wielkanocne jego autorstwa, które rozsyłał do swoich protektorów, do kolegów generałów i do instytucji wojskowych. Natomiast jeśli chodzi o to, co każda Marynarka Wojenna mieć powinna, to nasza nie ma niczego. Z trzech flotylli skurczyła się do dwóch. Nie ma nowych okrętów, tylko wyłącznie stare, poradzieckie. Dwie nowe fregaty Pułaski i Kościuszko, zrzuty amerykańskie, też są stare, podobnie jak pięć okrętów podwodnych typu Kobben, zrzuty norweskie. Żeby jako tako dorównać naszym obecnym morskim sojusznikom, potrzeba ok. 15 mld zł. Tej mrocznej rzeczywistości nie rozświetli nawet blask prawdy o Zmartwychwstaniu. Program budowy w Stoczni Marynarki Wojennej korwet rakietowych legł gruzach. Od kilku lat nie można wybudować choćby jednej z planowanych siedmiu. Za to gdyby ktoś porównał wydaną na ten projekt forsę z uzyskanymi efektami, to by uznał, że wydajemy majątek na marzenia.
Weźmy dowódcę Marynarki Wojennej Andrzeja Karwetę. Jego poprzednik, admirał Roman Krzyżelewski, odpłynął, gdy Szczygło, tuż przed odejściem z MON, odwołał mu w trybie alarmowym zastępcę – wiceadmirała Marka Brągoszewskiego. Brągoszewski akurat był w morzu. Dowiedzieć się od radiooficera, że nie jest się już zastępcą dowódcy Marynarki Wojennej, to fajna nagroda za lata służby. No, ale fakt faktem, że Krzyżelewski z Brągoszewskim Karwecie nawet do pięt nie dorastali. – Każdy oficer, który kiedykolwiek przekroczył granicę z Sowietami, powinien natychmiast być wyrzucony z Wojska Polskiego – to słowa Karwety. Czy on mógł się nie podobać panu Szczygle? Czy pan prezydencik mógł nie podpisać awansu takiemu żołnierzowi? Tak się dziś w wojsku robi karierę!
Wyrychtowany na dowódcę całej Marynarki Wojennej Karweta, którego doświadczenie dowódcze nie przekraczało dowodzenia trałowcem lub kilkoma, stanął przed piekielnie trudnym zadaniem. Czy my na przykład w ogóle wiemy, po co nam Marynarka Wojenna? Jaka ma być jej rola w systemie obronnym kraju? Bałtyk jest co prawda wewnętrznym morzem NATO, wszelako z jednym wyjątkiem – Rosji. Czy coś z tego dla nas wynika? Tak. Trzeba się modlić.
Pierwsze publiczne wystąpienie nowego pisowskiego dowódcy Marynarki Wojennej kroniki odnotowały 20 grudnia 2007 r. Karweta nagrodził marynarzy – autorów najpiękniejszych szopek bożonarodzeniowych. Do konkursu stanął kwiat polskiego rycerstwa morskiego. „Polska Zbrojna” wymieniała: marynarze służby zasadniczej z Portu Wojennego w Gdyni, Ośrodka Szkolenia Nurków i Płetwonurków WP, Centralnej Składnicy MW oraz Brygady Lotnictwa Marynarki Wojennej. Niektóre prace znalazły wyjątkowe uznanie, a to dzięki własnoręcznie rzeźbionym figurkom Świętej Rodziny. Nagrodę Karwety zdobyli nurkowie.
Kolejnym posunięciem dowódczym Karwety są te pokazywane przez nas życzenia wielkanocne. Proszę się dobrze wczytać. Czyż peerelowski oficer marynarki, który przekroczył kiedyś granicę z Sowietami – na przykład w drodze na słynną w świecie Woroszyłówkę, wylęgarnię doskonałych dowódców – byłby w stanie tak pięknie układać i wielkanocnie życzyć?
Jeśli zaś chodzi o rok liturgiczny, to nie oszukujmy się – ich niczego na ten temat nie nauczono. A Karweta – proszę bardzo! Warto było go uczyć angielskiego, posyłać na kursy do Anglii i USA, bo potrafi żeglować po głębiach zmartwychwstania. Na koniec pewien drobiazg. Chodzi o to wierszowane motto na początku listu admirała:
Otrzyjcie już łzy płaczący
Żale z serca wyzujcie
Wszyscy w Chrystusa wierzący
Weselcie się i radujcie
Wiceadmirał Karweta zacytował mianowicie znaną pieśń wielkanocną, tyle że ma ona więcej zwrotek. Pan wiceadmirał pominął np. taką:
Darmo kamień wagi wielkiej; Żydzi na grób wtłoczyli
Darmo dla pewności wszelkiej zbrojnej straży użyli.
Na nic straż, pieczęć i skała, nad grobem Pana się zdała.
Wypominanie, jak Żydzi pana Jezusa nam ukrzyżowali, nie jest dobrze widziane w NATO. Autor : Marek Barański